[Salonik zamkowy. Przytulne pomieszczenie z kominkiem, dużym dywanem z misia i ozdobnymi portretami (no zgadnijcie czyimi). Konstant Drachenfels siedzi w olbrzymim skórzanym fotelu i popija kawę, czytając “Kurier Imperialny”. Nagle do pomieszczenia wpada Wilhelm.]

[Wilhelm] Panie!…
[Konstant Drachenfels] [zdegustowany] “Panie! Panie!”… zachowujesz się jak jakiś Cygan. Czego?
[Wilhelm] Ale Panie! Toż to apokalipsa! Armagedon!
[Konstant Drachenfels] I parę innych wielosylabowych słów… “czego?”, pytam.
[Wilhelm] Armia Herr Godfellowa atakuje! Będzie tu jutro.
[Konstant Drachenfels] [wracając do lektury] A.
[Wilhelm] “A”?
[Konstant Drachenfels] Mhm, “a”. Pierwsza litera alfabetu.
[Wilhelm] “A” jak w: “A może by tak jakaś mobilizacja sił, co by odeprzeć oblężenie”?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Nie, po prostu “a”.
[Wilhelm] Zechciałby się Pan podzielić ze swym wiernym sługą sekretem tego nieopisanego spokoju?
[Konstant Drachenfels] Wilhelm… Debil jesteś. [składa spokojnie gazetę] Jaki tytuł noszę?
[Wilhelm] E… “Magister Impe…”
[Konstant Drachenfels] Nie ten.
[Wilhelm] “Wielki Czarnoksiężnik”?
[Konstant Drachenfels] Inny.
[Wilhelm] Hm, “Hrabia”?
[Konstant Drachenfels] Tak właśnie… I nie wiem, czy wiesz, ale tytuł hrabiowski, to nie taki wieszak, na którym mogę wesprzeć własne ego, ale także bardzo zdatne narzędzie polityczne. A wiesz dlaczego?
[Wilhelm] [niepewnie] Bo nie musimy płacić myta na rogatkach?
[Konstant Drachenfels] Nie bałwanie. Ponieważ jestem Hrabią Elektorem, władcą okolicznych ziem, ich sił zbrojnych, a także jednego głosu na zebraniu Elektorów. A kto musi się liczyć z Hrabią Elektorem, władcą okolicznych ziem, ich sił zbrojnych, a także jednego głosu na zebraniu Elektorów? i żeby nie było ci za trudno zaczyna się na “Impe”, a kończy na “rator”.
[Wilhelm] [zdziwiony] Nie wiedziałem, że wybiera pan Imperatora.
[Konstant Drachenfels] Oczywiście, że wybieram. Niestety mój faworyt nigdy nie uzyskuje większości. Osobiście uważam, że Kraduk Krzywonosy byłby znakomitym Cesarzem.
[Wilhelm] Kim jest Kraduk Krzywonosy?
[Konstant Drachenfels] Młodym i znakomicie się zapowiadającym dowódcą Skavenów tileańskich… Ale do meritum. Wysłałem dzisiaj rano posłańca do Altdorfu z wiadomością, iż wrogie, a co gorsza elfickie, oddziały bretońskie, przekroczyły granicę i dokonują inwazji na Imperium.
[Wilhelm] Dzisiaj rano?! Toż on nie zdąży.
[Konstant Drachenfels] Podchorąży Tzeentcha zawsze zdąży… zwłaszcza, gdy leci na dwugłowym smoku chaosu, chytrze ucharakteryzowanym na mewę.
[Wilhelm] No chyba że tak. Ale wojska imperialne i tak potrzebują czasu na zorganizowanie się.
[Konstant Drachenfels] Na zorganizowanie posła imperialnego z wiadomością dla Kaina “Stać, bo w ryj!”, chyba nie potrzebują zbyt wiele czasu, prawda? W ten sposób uniknę angażowania własnych wojsk w konflikt.
[Wilhelm] [zaskoczony] To my mamy wojska?!
[Konstant Drachenfels] No jeszcze nie, ale w razie potrzeby, ile to fatygi usiąść z Necronomiconem i zrobić na “odwal się” kilka pułków?

[W tym momencie w drzwiach pomieszczenia staje przyodziany w kolorowe ciuszki, chłopiec o włosach w kolorze “słoneczny blond”.]

[Konstant Drachenfels] [patrząc chwilę ze zdziwieniem na przybyłego, po czym nagle jak gdyby coś sobie uświadomił] Ach… Rhhhaaghrapyk, nie wygłupiaj się, możesz już wrócić do normalnej postaci.

[Nagle twarz chłopca wykrzywia się paskudnie, z szyi wyrasta kolejna głowa, włosy stają w niebieskich płomieniach, a cała postać wydłuża się i wykrzywia. Z dłoni demona wyrastają olbrzymie szpony i zębate paszcze.]

[Rhhhaaghrapyk] [w demonicznej mowie] Melduję, że wróciłem z Altdorfu.
[Konstant Drachenfels] Znakomicie. Co odpowiedział Imperator?
[Rhhhaaghrapyk] [na przemian raz jedną, raz drugą głową] Cytuję: “E, to Drach jeszcze żyje?!”
[Konstant Drachenfels] [z niesmakiem] Dobra, a dalej?
[Rhhhaaghrapyk] Dalej wysłał posła do Godfellowa…
[Konstant Drachenfels] Znakomicie.
[Rhhhaaghrapyk] I…
[Konstant Drachenfels] [z groźnym spojrzeniem] “I tyle”, mam nadzieję?
[Rhhhaaghrapyk] [spokojnie] Nie. I przysłał ze mną generała imperialnego, do pomocy w organizowaniu obrony zamku.
[Wilhelm] [wtrącając się] E, pardon, ale jak zareagował na podróż “mewą”?
[Rhhhaaghrapyk] [syczącym głosem] Zamieniłem smoka w krasnoludzki sterowiec.
[Konstant Drachenfels] Ech, co za nonsens. I gdzie niby jest teraz ten generał?
[Rhhhaaghrapyk] Na dziedzińcu. Iść po niego?
[Konstant Drachenfels] Wilhelm pójdzie… Ty wyglądasz delikatnie mówiąc mało reprezentatywnie w tej chwili. Możesz odejść.

[Demon znika.]

[Konstant Drachenfels] [do wyglądającego przez okno Wilhelma] Czekasz na coś?
[Wilhelm] [zmierzając w kierunku drzwi] Zagapiłem się na dwugłowy sterowiec chaosu.

[Wilhelm wychodzi. Drachenfels patrzy zaś chwilę na przestrzeń znajdującą się bezpośrednio przed nim. Pstryka palcami i pojawia się tam taki sam olbrzymi, skórzany fotel, na jakim siedzi.]

[Konstant Drachenfels] Hm.

[Pstryka ponownie. Fotel znacznie się zmniejsza.]

[Konstant Drachenfels] [do siebie] Wciąż nie tak, jak należy…

[Pstryka. Fotel zmienia się w proste drewniane krzesło.]

[Konstant Drachenfels] No, teraz dobrze.

[W drzwiach staje Wilhelm]

[Wilhelm] [głośno] Generał Klaus von Ribbentrop!

[Do pomieszczenia wchodzi starszy mężczyzna z gigantycznym siwym wąsem, łysiną, pokaźnym brzuchem i kilkoma kilogramami odznaczeń na piersi. Przyodziany jest w udekorowany z przepychem mundur wojska cesarskiego.]

[Ribbentrop] [donośnie] Witam mości hrabio!
[Konstant Drachenfels] Witam generale. [wskazując od niechcenia krzesło] Zechce pan usiąść.

[Generał siada. Krzesło ledwo pod nim się nie łamie. Wilhelm opiera się o ścianę i znudzony ogląda swe pazury.]

[Ribbentrop] Przejdźmy do rzeczy. Doszły nas wieści, że jakiś szatan, planuje inwazję!

[W drzwiach pojawia się Szatan pod postacią kobiety]

[Szatan] [z irytacją w głosie] Czego?

[Generał wydaje się zaskoczony przybyciem kobiety.]

[Wilhelm] Nie, nic… Chociaż… [do Ribbentropa] Pan generał życzy sobie kawę?
[Ribbentrop] Kawę? Cóż to takiego?
[Konstant Drachenfels] [lekko obniżonym głosem] Czarny niczym Otchłań, gorący jak ognie piekielne i mocny jak burza napój.
[Ribbentrop] [z lekkim przestrachem] E… Nie, podziękuję.
[Wilhelm] [do Szatana] No to nic w takim razie.
[Szatan] [odchodząc, do siebie, pod nosem] Cholera jasna, to po jaką cholerę idioci mnie wołacie. Kurde, jakbym nie miał co robić…

[Zapada chwilowa cisza.]

[Konstant Drachenfels] Tak więc panie generale?
[Ribbentrop] Ach tak, o czym to ja…? A tak! No więc, słyszałem, że szatan jakiś…

[Szatan ponownie pojawia się w progu.]

[Szatan] [chłodno] Co?

[Generał przygląda się kobiecie ze zdziwieniem, Wilhelm dusi w sobie śmiech, a Drachenfels opiera ze znudzeniem głowę na łokciu.]

[Szatan] [zdenerwowany] Cholera jasna! To nie jest śmieszne!
[Wilhelm] [do siebie] Jak nie?

[Szatan odchodzi przeklinając pod nosem.]

[Ribbentrop] Co to za zdziwaczała kobieta?
[Konstant Drachenfels] Władca ciemności, książę niegodziwości… specjalizuje sie w robieniu kawy.
[Ribbentrop] Teściowa?
[Konstant Drachenfels] Blisko… Przejdźmy do meritum.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4330
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3723
3 altdorf_night 4 MB 3601
4 Zapłata 54 KB 3255
5 BookOfRats 1 MB 3193

Najwyżej oceniane materiały