[Dziedziniec zamkowy. Martwy osioł jak leżał, tak leży na swoim miejscu i gnije. Wije lekki wiatr, który naniósł trochę opadających, jesiennych liści z pobliskiego lasu. W pewnym momencie z budynku głównego wychodzi Wilhelm trzymający miotłę.]

[Wilhelm] [do siebie, nostalgicznie] Hm, idzie jesień. Liście lecą z drzew, liście lecą z drzew… [po chwili] Dobra [westchnienie] nie ma co, trzeba się zabrać do roboty.

[Demon opiera się o miotłę, ziewa i pogwizdując rozgląda się dookoła. Czyni tak przez dłuższą chwilę i ani myśli używać miotły do niczego innego, niż podparcia własnego ego. W pewnej chwili wiatr nasila się i przewraca zaskoczonego Wilhelma. Zaraz potem na jednej z baszt ląduje smok (a właściwie smoczyca), owija ogon wokół baszty i przygotowuje się chyba do snu.]

[Wilhelm] [wstając] Ej!

[Smoczyca nie zwraca na niego uwagi.]

[Wilhelm] [podchodząc bliżej] Te! Bazyliszek!
[Kasandra] [zwracając łeb ku Wilhelmowi] Że co, proszę?
[Wilhelm] Co ty tu robisz?
[Kasandra] Wypoczywam. [po chwili] A ty, co za jeden?
[Wilhelm] [poirytowany] Ja tu zadaje pytania! Poszła won!
[Kasandra] O co ci chodzi? Rasista jakiś jesteś, czy co? Smokofob?
[Wilhelm] Słuchaj… Nic nie mam do jaszczurów i innego podobnego paskudztwa…
[Kasandra] [do siebie] Ta, właśnie widzę.
[Wilhelm] [kontynuując] …ale, ja tu sprzątam.
[Kasandra] [radośnie] No brawo! Na pewno się spełniasz czyniąc to.
[Wilhelm] Nie w tym rzecz! Ja tu sprzątam… jak gołąb przyleci i nasra, to pikuś… jak mewa przyleci i nasra, to pikuś… posprząta się… ale, jak [z naciskiem] smok przyleci…
[Kasandra] Jak smok przyleci, to oleje głupiego sługę i pójdzie spać.
[Wilhelm] Nie! Masz stąd odlecieć!

[Smoczyca jednak ignoruje Wilhelma zupełnie.]

[Wilhelm] [podenerwowany, wymachując miotłą] A kysz! A kysz! Poszła won!

[Nagle patrząc po sobie, uderzając się otwartą dłonią w twarz.]

[Wilhelm] [do siebie] Co ja do cholery robię? Na mózg mi się już rzuciło.

[Demon mamrocze magiczną inkantację i z jego ręki wylatuje czarny promień energii, który ugadza smoczycę w… pupę.]

[Kasandra] Ała!

[Smoczyca, ponownie kieruje łeb w kierunku Wilhelma i otwiera paszczę.]

[Wilehlm] [z przerażeniem] O cholera…

[Z paszczy Kasandry zaczynają wydobywać się płomienie, które ogarniają Wilhelma. Ubranie sługi zaczyna się palić, a on sam zaczyna biegać po dziedzińcu.]

[Wilhelm] Aaa!!! Pożar! Sprzątacz się pali!
[Kasandra] [z oczyma Garfielda] Jesteś demonem idioto, nie możesz się palić. To tylko ciuchy się zajęły.
[Wilhelm] [przystając, wciąż płonąc] Fakt…
[Kasandra] Słuchaj, fajny z ciebie głuptasek, ale jestem zmęczona i chciałabym się przespać, więc jeśli pozwolisz…
[Wilhelm] Nie, kurde, nie pozwolę!
[Kasandra] No nie mów, że będziesz tu stał cały czas i marudził. Nie masz nic ciekawszego do roboty?
[Wilhelm] Ej! To mój, zamek! Nie rozkazuj mi!
[Kasandra] Ta, bardzo twój skoro tu sprzątasz. [po chwili] Słuchaj, mam w pieczarze trochę skarbów i innych śmieci, jak będziesz grzeczny, to dostaniesz drobne na nową osobowość, ale teraz spadaj.
[Wilhelm] Jak masz pieczarę, to czego tu siedzisz?
[Kasandra] Bo mój mąż strasznie chrapie…
[Wilhelm] Cholera, to nie wiem, znajdź se jakieś drzewo…
[Kasandra] Dziubasku, czy ja wyglądam jak jakaś sroka, czy inny elf?
[Wilhelm] Mam to gdzieś, masz stąd iść!
[Kasandra] Bo co?
[Wilhelm] [niepewnie] Bo… [już pewnie] bo na ciebie naskarżę!
[Kasandra] [z politowaniem] Ojej, to takie słodkie… To idź naskarż i niech ci to zajmie przynajmniej tyle, żebym się wyspała.
[Wilhelm] [do siebie] No kurde, idę do szefa, tak być nie może!

[Smoczyca odprowadza Wilhelma wzrokiem, po czym ziewa, rozpościera leniwie skrzydła i przymyka oczy. Nie minęła jednak chwila, gdy przez uchyloną bramę wejściową wkraczają… poszukiwacze przygód! Jest o tyle ciekawie, że są to mężczyzna i kobieta rasy ludzkiej, mężczyzna i kobieta rasy elfickiej i jeden krasnolud. Wszyscy wyglądają jak normalni podróżni… tak, krasnolud też. Mają ze sobą walizki. Mówią w kolejności, w jakiej byli przedstawieni (gdyby ktoś miał wątpliwości, co do elfickich imion).]

[Maksymilian] Och, patrzcie! Smok!
[Ewa] Myślicie, że prawdziwy?
[Tilvryniell] Tak, słyszę jak oddycha.
[Elisan] Och, i co teraz zrobimy?
[Hogni] [chłodno] Mogę go wysadzić…

[Kasandra budzi się.]

[Kasandra] [poirytowana] O, nie, kolejni. [po chwili] I co się tak gapicie?! Tak wiem, <O mój boże, smok!>. Ech i weź się tu wyśpij kobieto.

[Zniechęcona smoczyca rozpościera skrzydła, wzbija się do lotu i znika na horyzoncie.]

[Ewa] [z ulgą] Och, poleciał, to dobrze. Myślisz Maks, że to na pewno bezpieczne miejsce?
[Maksymilian] Pewnie kochanie, a okolica taka urokliwa.
[Elisan] Zgadzam się, to wspaniałe miejsce na spędzenie wakacji.
[Hogni] [dodając] I na przeprowadzenie paru eksperymentów…
[Tilvryniell] To też.. No to co, idziemy do środka?
[Elisan] [ochoczo] Tak, chodźmy.

[Po drodze do budynku głównego natykają się jednak na ewidentnie wkurzonego Wilhelma.]

[Wilhelm] [do siebie] Sam se radź z problemami… Jakby to był mój pieprzony zamek… [spostrzegając przyjezdnych] Na wszystkich… Przestraszyliście mnie!
[Ewa] Przepraszamy, czy to słynny <Hotel Drachenfels>?
[Wilhelm] Że jak? [po chwili] A tak… Hotel… Pewnie, witamy! Państwo pozwolą, że się przedstawię. Nazywam się Wilhelm i wezmę państwa bagaże.
[Maksymilian] Bardzo uprzejmie z twojej strony Wilhelmie.

[Po czym panowie puszczają panie przodem i wchodzą do zamku, natomiast za nimi kroczy Wilhelm z bagażami.]

[Wilhelm] [do siebie] No, no, Drach znowu cos uknuł… Hotel, dobre, dobre…

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4381
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3768
3 altdorf_night 4 MB 3624
4 Zapłata 54 KB 3280
5 BookOfRats 1 MB 3233

Najwyżej oceniane materiały