[Miejsce to samo, co poprzednio, a więc pomieszczenie o nieregularnie uformowanych ścianach, którego wyposażenie stanowi fotel, stół i księga, a znajdują się w nim aktualnie: Konstant Drachenfels, Hogni, Agorath, Elisan, Ewa i Maksymilian. Hogni robi krok do przodu.]

[Hogni] [unosząc palec do góry, wzniośle] A więc, spotykamy się, Drachenfels!
[Konstant Drachenfels] [poprawiając] [z naciskiem] Ekscelencjo Hrabio Konstancie von Drachenfels.
[Agorath] [odsuwając krasnoluda] Ej, zaraz, zostałeś odsunięty od przewodzenia! To moja kwestia. [do Drachenfelsa] A więc, spotykamy się…
[Hogni] [uderzając Agoratha w dłoń] Co to niby ma znaczyć?! Jestem hersztem!
[Agorath] A nie.
[Hogni] A tak.

[Drachenfels wspiera głowę na dłoni i znudzonym wzrokiem obserwuje wymianę zdań.]

[Agorath] Nie.
[Hogni] Tak!
[Ewa] [wysokim głosem] Cholera, przestańcie!

[Krasnolud i elf milkną.]

[Ewa] [zrezygnowanym głosem] Ech, [z naciskiem] ja to powiem. [do Drachenfelsa, który z zaciekawieniem zakłada ręce] Przebyliśmy niezmierzone szlaki i wymordowaliśmy niezliczone zastępy potworów w drodze do…

[W tym momencie przez ścianę wchodzi Wilhelm z gustowną filiżanką na równie gustownym spodeczku, nie zważając na bohaterów podchodzi do Konstanta i podaje mu gorącą herbatę.]

[Wilhelm] Życzy pan sobie ciasteczko?
[Ewa] [poirytowana] Hej, ja tu się produkuję…
[Konstant Drachenfels] [ignorując Ewę] Nie, nie trzeba, to wszystko.
[Wilhelm] [stając przy fotelu] Tak panie. [do Ewy] No co ślepaki wytrzeszczasz, jedziesz dalej z mową pożegnalną.
[Ewa] [ewidentnie już wkurzona] Cholera, istota polega na tym… [ale wydaje się być speszona obojętnym wyrazem twarzy obu słuchaczy] Polega na tym, że… iż… sęk w tym, że…
[Maksymilian] Oż jasna cholera! Przyszliśmy po księgę i nas nie powstrzymasz! Bierzemy ją i koniec!
[Wszyscy bohaterowie] No!

[Konstant Drachenfels odchrząkuje, a drużyna na to odskakuje i ustawia się w pozycji bojowej.]

[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Dobrze.
[Maksymilian] [zaskoczony] Serio?
[Konstant Drachenfels] Tak… Po moim trupie.
[Agorath] A więc giń Czarnoksiężniku!
[Konstant Drachenfels] [znudzony] Ech, Wilhelm…
[Wilhelm] [kiwając głową, do Agoratha poprawiając go] A więc giń Ekscelencjo, Hrabio von Drachenfels Wielki Czarnoksiężniku.
[Agorath] [gestykulując w powietrzu] Hrasath ver damen ker napalah!
[Wilhelm] O, czar <promień wybuchu>. Urocze.
[Konstant Drachenfels] [pstrykając palcami] Hoth Nagavar.

[Czar elfa wydaje się nie mieć żadnego skutku.]

[Agorath] [zakoczony] Hoth Nagavar?
[Wilhelm] Czar <anulowanie ataku>.
[Agorath] Ha, ale możesz anulować tylko jeden atak, spróbuj dwa jednocześnie! Hogni!
[Agorath i Hogni] Hrasath ver damen ker napalah!
[Konstant Drachenfels] [pstrykając palcami] Esteret Kan.

[Wszystko za wyjątkiem Drachenfelsa i Wilhelma nieruchomieje.]

[Wilhelm] [do widowni] <Zatrzymanie czasu>.
[Konstant Drachenfels] [pstryka palcami, pokazując elfa] Hoth Nagavar, [i pokazując krasnoluda] Hoth Nagavar.

[I czas znowu płynie, a czary krasnoluda i elfa nie skutkują.]

[Agorath] Szlag!
[Hogni] Maks, przyzwij awatara swojego boga. Ewa, pomóż nam zająć go czarami. Elisan, zaatakuj go wręcz!
[Konstant Drachenfels] [pstrykając palcami] Esteret Kan.

[Czas się zatrzymuje.]

[Konstant Drachenfels] [do Wilhelma] Co sugerujesz?
[Wilhelm] Hm, <anulowanie ataku>?
[Konstant Drachenfels] Nie no, to już było. Nie można się powtarzać.
[Wilhelm] Fakt. To może <strefa ciszy> na magów, <unieruchomienie> na elfkę, a człowieka zostawić w spokoju, aż przyzwie cośtam skądśtam?
[Konstant Drachenfels] Może być.

[Drachenfels rzuca wymienione wyżej czary i czas znowu zaczyna biec. Magowie Hogni, Agorath i Ewa momentalnie milkną, Elisan nieruchomieje, ale Maks przystępuje do modłów.]

[Maksymilian] Lasvitanialagentranowielateniah Malal!

[Na suficie pojawia się wir, z którego wypada demon wzrostu mniej więcej trzech metrów, o czterech ramionach, długich, prostych rogach i baranim pysku. W każdej dłoni dzierży nadziak.]

[Wilhelm] O! Proszę spojrzeć! To Ferdek, czy Zygi?
[Konstant Drachenfels] [przyglądając się wnikliwie demonowi] Hm, Zygi… Ferdek ma pieprzyk nad lewą wargą.

[Demon nagle spostrzega Drachenfelsa]

[Zygi] [przerażony] O w dupę… Em, dzień dobry Herr Drachenfels. [z wyrzutem patrząc po śmiertelnikach] Który bałwan mnie przywał?!
[Konstant Drachenfels] Dzień dobry Zygi, co tam u brata?
[Zygi] [przjaźnie] U Ferdynanda? A leci jakoś. W Arabii ostatnio go przywali, to miał ubaw, bo się okazało, że Arabowie mają odpowiednika naszego Patrona i musiał się tłuc z jakimś…
[Maksymilian] [podenerwowany, przerywając wywód Zygiego] Ja cię przyzwałem! W imię naszego boga, jako jego wybraniec, nakazuję ci zgładzić Konstanta Drachenfelsa!

[Zygi patrzy chwilę nieprzytomnym wzrokiem na człowieka, po czym parska śmiechem.]

[Zygi] Dobre, dobre, udało ci się.
[Wilhelm] Ty, a wiesz, co jest zabawniejsze?
[Zygi] [ocierając łzy] No?
[Wilhelm] On se nie robi jaj.
[Zygi] [blednąc] Że co, że niby ja, tego, tu, teraz?
[Wilhelm] Mhm.
[Zygi] [w kierunku Maksa, z wyrzutem] O żeby cię posrało! Nudzi ci się?! Akurat mnie musiałeś na rzeź przyzywać?!
[Maksymilian] [zupełnie zaskoczony] O co ci chodzi? W imię Malala…
[Zygi] W imię twojej starej, oby cię trąd dopadł! [po chwili] Ech… Cholerni śmiertelnicy. [przełykając i niepewnie unosząc nadziaki] Ok, uwaga, ekhm… Raaagh… [niepewnie] giń?
[Konstant Drachenfels] [udając zamyślenie] Hm… No nie.
[Zygi] A, ok. To chyba ja ginę?
[Wilhelm] Chyba ta, ale pozdrów Ferdka, jak cię wywali z powrotem w Otchłań.
[Zygi] [przymilnie] Jasne, miło było pana znów widzieć Herr Drachenfels.
[Konstant Drachenfels] Wzajemnie Zygi. Żegnaj Zygi.

[Demon mamrocze modlitwę i zamyka oczy. Drachenfels pstryka pacami i mamrocze magiczną formułę. Demon z impetem uderza w sufit, łamiąc sobie przy tym kark, po czym otwiera się pod nim ziemia. Zygi wpada do tak powstałej rozpadliny, która się momentalnie zamyka. Bohaterowie obserwujący tę scenkę, za wyjątkiem unieruchomionej elfki, siadają na ziemi i zaczynają się kołysać w tył i w przód.]

[Wilhelm] [zachęcająco klaszcząc w dłonie] Ej, no, co jest? Chłopaki, dziewczęta! Do boju!

[Drachenfels pstryka palcami, a na dłoniach Wilhelma pojawiają się czarne pompony cheerleaderskie.]

[Wilhelm] [radośnie wymachując pomponami] Raz, dwa, trzy, księgę możesz zdobyć nawet ty! Cztery, pięć, sześć, weź się w garść, zaciśnij pięść! Siedem, osiem będzie bardzo fajnie potem! Yaaaaay drużyna!!!

[Ale po tym występie słychać tylko odgłos cykających świerszczy, a Hogni chowa twarz w dłoniach. Wilhelm strapiony, opuszcza ze zrezygnowaniem pompony.]

[Wilhelm] Ech, chyba już nie chcą się bawić.
[Konstant Drachenfels] Chyba nie. No cóż, w takim razie trzeba ich zabić. [pstryka palcami] Hasga ne kantara ve fera.

[Pomieszczenie wypełnia się zieloną mgłą, która wdzierając się do płuc bohaterów dusi ich i po chwili rzucania się w konwulsjach, wszyscy giną… Elisan umiera na stojąco, gdyż wciąż jest unieruchomiona.]

[Wilhelm] [do widowni] Czar <chmura zarazy>.
[Konstant Drachenfels] Nie.
[Wilhelm] [zaskoczony] Nie?
[Konstant Drachenfels] Było Hasgna [z naciskiem] ne kantara ve fera, a nie Hasgna [z naciskiem] ve kantara ve fera.
[Wilhelm] A co to jest Hasgna ne kantara ve fera?
[Konstant Drachenfels] A takie coś, czego śmiertelnicy jeszcze nie wymyślili.
[Wilhelm] Mianowicie?
[Konstant Drachenfels] Cyklon B.

Koniec Aktu V.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4330
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3723
3 altdorf_night 4 MB 3601
4 Zapłata 54 KB 3255
5 BookOfRats 1 MB 3193

Najwyżej oceniane materiały