[Ponownie dziedziniec zamkowy. Obok choinki stoją już pudła z dekoracjami, a Wilhelm z miną stratega obmyśla, gdzie je powiesić. Leszy zaś stoi obok i dłubie w nosie ewidentnie się nudząc.]

[Leszy] Ej, Wilhelm…
[Wilhelm] Nie przeszkadzaj mi teraz, myślę.
[Leszy] Ale kiedy powiesimy wreszcie tych Bombków Choinkowych?
[Wilhelm] [poirytowany] Zaraz! Daj mi się do cholery skupić. Jak źle rozplanuję, to się drzewko wywróci.

[Leszy przewraca się na plecy i zaczyna machać ramionami i nogami robiąc ślad w kształcie orła/anioła w śniegu. Po jakimś czasie rozlega się ‘O Fortuna’ i na dziedziniec wychodzi Konstant Drachenfels.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Wilhelm] [do siebie] Co znowu do cholery? [do Drachenfelsa] Tak panie?
[Konstant Drachenfels] Zginęła moja skarpeta.
[Wilhelm] Skarpeta panie? Zimno panu w stopy?
[Konstant Drachenfels] Nie cwaniakuj gadzie. Wiesz, o jakiej skarpecie mówię. Tej, na którą każdego roku staram się złapać Świętego Mikołaja. Zniknęła.
[Wilhelm] Panie, dałby pan spokój w tym roku. Co panu wadzi starzec, który rozwozi po świecie prezenty?
[Konstant Drachenfels] Bah, akurat… Prezenty… [obrażonym głosem] Ja zawsze rózgę dostaję.
[Wilhelm] [do siebie] Ciekawe czemu… [do Drachenfelsa] Należy się cieszyć nawet najdrobniejszym podarkiem.
[Konstant Drachenfels] Jak nie znajdziesz mojej skarpety, to masz jak w banku, że ty w tym roku nawet najdrobniejszego podarku nie dostaniesz.
[Wilhelm] To nie fair!
[Konstant Drachenfels] Zaskarż mnie.

[Wielki Czarnoksiężnik odchodzi.]

[Wilhelm] Szlag! Wszystko na mojej głowie. Sam by pilnował tych cholernych skarpet.
[Leszy] [wstając ze śniegu] Wilhelm, a ten Święty Mikołaj mi też da prezent?
[Wilhelm] A byłeś grzeczny?
[Leszy] Tak!
[Wilhelm] [do siebie] No tak, grzeczność to pojęcie względne. [do Leszego] A nie zabiłeś czasem nikogo?
[Leszy] [robiąc zawstydzoną minę] No… nie…
[Wilhelm] Na pewno?
[Leszy] No może jednego…
[Wilhelm] [niedowierzając] Jednego?
[Leszy] Kilku…
[Wilhelm] Kilku… nastu, dziesięciu?
[Leszy] Yyy, set?
[Wilhelm] Ta, no faktycznie, grzeczny byłeś jak cholera. Ale nie martw się, może Święty Mikołaj uwzględni, że jesteś niepełnosprytny.
[Leszy] Hura! Ale zaraz… Czy pan Drachenfels nie chce czasem dorwać Mikołaja?
[Wilhelm] Ta, ale nie martw się tym.
[Leszy] Dlaczego?
[Wilhelm] Bo próbował już piętnaście tysięcy razy i nigdy mu się nie udało. Niestety nawet wszechpotężny Konstant Drachenfels nie poradzi na Święta i Świętego Mikołaja.
[Konstant Drachenfels] [zaciętym głosem, z okna zamku] Zobaczymy! Tym razem go dorwę!
[Wilhelm] [do siebie] On zawsze się dziwny robi o tej porze roku.
[Leszy] [do Wilhelma] To co, idziemy szukać tej jego skarpety?
[Wilhelm] Tia, chyba tak. Pewnie jakiś gremlin podpieprzył.
[Leszy] Gremlin?
[Wilhelm] Ta… Jak coś ginie w trakcie Świąt, to się zwala na gremliny. Taki zwyczaj.

[Nagle słychać pukanie do bramy głównej.]

[Wilhelm] [podchodząc do bramy] Kogo cholera znowu niesie?

[Demon z wysiłkiem uchyla wrota. W progu staje dobrze nam znana para: Gunther i Klara.]

[Gunther] Witaj! Jestem Gunther!
[Klara] A ja Klara!
[Gunther i Klara] Jesteśmy…
[Wilhelm] Ta, ta, wiem… [głosem dziecka] Jesteśmy z SS!
[Gunther] Ta jest!
[Wilhelm] Mhm, ale pudło robaczki, bo nie kupię ciasteczek.
[Klara] Ale my nie sprzedajemy dzisiaj ciasteczek.
[Wilhelm] [nieufnie] To czego chcecie?
[Gunther] Zaśpiewać ci poruszającą kolędę!
[Klara] Która skruszy twoje lodowate serce!
[Gunther] I z okazji Świąt wesprzesz groszem kult Sigmara!
[Wilhelm] [zastanawiając się] Taaaaak, mógłbym tak zrobić, ale mam chyba lepszy pomysł.
[Gunther i Klara] ?
[Wilhelm] Zatrzasnę wam bramę przed pyskiem i pójdziecie po żebrach do innego Landu.

[Demon już ma zatrzaskiwać, ale dostrzega nagle stopę Gunthera w progu.]

[Wilhelm] [lekko zrezygnowany] Nie dajesz tak łatwo za wygraną, co?
[Klara] On po prostu chce uratować ci życie!
[Wilhelm] Blokując drzwi?
[Klara] Mhm, bo gdybyś zatrzasnął nam drzwi przed nosem, oznaczałoby to, że nie chcesz wesprzeć kultu Sigmara.
[Gunther] A wtedy musielibyśmy cię spalić za herezję.
[Wilhelm] Ta, to ma sens. Ale wiecie, mam pomysł.
[Klara] Tak?
[Wilhelm] Tak. Dam…
[Klara] [przerywając] To ładnie, że masz pomysł, a masz może pieniążki?
[Wilhelm] [przez zęby] Dam Wam szansę spełnienia dobrego uczynku i w ten sposób zasłużenia się Sigmarowi, a ja w nagrodę wesprę wasz kult.
[Gunther] Hm, brzmi rozsądnie. A co to za uczynek?
[Wilhelm] Musicie znaleźć magiczną skarpetę Konstanta Drachenfelsa!

[W tle słychać odgłos cykających świerszczy.]

[Wilhelm] Hm, nie chwytacie… [ożywionym głosem] Dam wam prawdziwe młoty bojowe!
[Gunther i Klara] Prawdziwe młoty?!
[Wilhelm] Tak prawdziwe młoty… [do siebie] …z was.
[Klara] Ruszajmy Guntherze! Ku przygodzie!

[Dzieci radośnie wbiegają do zamku.]

[Wilhelm] [odprowadzając ich wzrokiem] Jeden problem z głowy.

[W oknie pojawia się ponownie postać Drachenfelsa.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm!
[Wilhelm] Panie?
[Konstant Drachenfels] Przynieś tłuszcz. Albo lepiej, od razu sam nasmaruj dach w okolicy komina.
[Wilhelm] Nasmarować mam dach, panie?
[Konstant Drachenfels] [odchodząc od okna] Tak, Mikołaj poślizgnie się i skręci sobie kark!
[Wilhelm] [do Leszego] W tym roku jest wyjątkowo zdeterminowany. Widać nie chce dorzucić do kolekcji piętnastotysięcznej pierwszej rózgi.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4342
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały