[Korytarz wejściowy do zamku. Na podłodze dywan, na ścianach obrazy, w tej kwestii nic się nie zmieniło. Tu i ówdzie jednak widać ozdobne łańcuchy świąteczne oraz jemiołę. W pewnym momencie słychać głośne pukanie. Ze ściany wprost pod drzwi wychodzi Wilhelm. Wciąż ma na sobie czerwoną czapkę z pomponem, który raz po raz leci mu na twarz.]

[Wilhelm] Kogo znowu cholera niesie?

[Demon otwiera drzwi. Jego oczom ukazuje się olbrzymiej postury człowiek z obnażonym torsem i komicznie wielkim mieczem w garści.]

[Wilhelm] [zdezorientowany] Yyy, szopka?
[Connan] Ja Connan!
[Wilhelm] Ja wohl! Witam kolejnego wyznawcę Ulryka.
[Connan] Kto Ulryk?
[Wilhelm] Hm. Niewiarygodne, jesteś tak durny, że nawet nie wiesz, jakiemu bóstwu służysz?
[Connan] Connan nie durny!
[Wilhelm] No w tej kwestii akurat występują spory w doktrynie. [po chwili] A umiesz powiedzieć <na Ulryka>? Zrób to proszę, od razu poczuję się lepiej.
[Connan] [zdziwiony] Na Ulryka?
[Wilhelm] [radośnie] No. Teraz wszystko cacy. [po chwili, chłodno] A teraz, czego tu, łajzo?
[Connan] Connan przyjść!
[Wilhelm] Dzięki za informację, już myślałem, że ktoś ustawił wyjątkowo paskudny parawan przed wejściem.
[Connan] Para co?
[Wilhelm] [do siebie] Ok, znudziłem się. [na głos] Paaaaaanieeeeee! Do pana.

[Po kilku chwilach, podczas których Connan stoi ze wzrokiem tęskniącym za rozumem, rozlega się <O Fortuna> i na korytarzu pojawia się Konstant Drachenfels.]

[Konstant Drachenfels] Czego? Przerwałeś mi knucie.
[Wilhelm] [wskazując kciukiem Connana] Ulrykanin do pana.
[Connan] [pokazując na siebie] Connan!
[Konstant Drachenfels] To nie jest Ulrykanin. [Wilhelm robi w tym momencie olbrzymie oczy i patrzy pytająco na Drachenfelsa] Zamówiłem go.
[Wilhelm] Zamówił go pan?
[Konstant Drachenfels] Tak, w ramach akcji <Przygarnij barbarzyńcę>. Biegał taki jeden herold i nakłaniał ludzi z dużym mieszkaniem i stałym dorobkiem, do adoptowania barbarzyńców, bo oni mieszkają w zimnych krajach i są niewyobrażalnie głupi. Wiedziałeś, że z tego wszystkiego trzech na czterech małych barbarzyńców nie dożywa pełnoletności?
[Wilhelm] [z nieprzytomnym wzrokiem] Szefie, czy mogę coś powiedzieć?
[Konstant Drachenfels] Mów, ale już wiem, że nie będzie to nic mądrego.
[Wilhelm] A mogę to wykrzyczeć?
[Konstant Drachenfels] Wykrzyczeć?
[Wilhelm] Tak. Mam silną potrzebę.
[Konstant Drachenfels] No jak musisz…
[Wilhelm] [histerycznie] Odpieprzyło panu!!!

[Drachenfels aż się cofa pod siłą decybeli Wilhelma. Connan także robi krok do tyłu, chociaż chyba nie bardzo sam wie, dlaczego.]

[Konstant Drachenfels] [przetykając uszy] Jak już mówiłem, debil jesteś.
[Wilhelm] Ja? To nie mi odpieprzyło przy próbie schwytania Świętego Mikołaja.
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Po pierwsze zamknij się, bo urwę ci twarz.
[Wilhelm] Ale…
[Konstant Drachenfels] I zamienię ją miejscami z dupą.

[Demon milknie.]

[Konstant Drachenfels] Dobrze. Czego nie zdążyłem nadmienić, gdyż mi baranie przerwałeś, to fakt, że za każdego adoptowanego dostajesz prezent. Oryginalną czapkę Świętego Mikołaja.
[Wilhelm] [z ulgą] A, znaczy o czapkę chodzi!
[Konstant Drachenfels] A co myślałeś? Że poczułem instynkt macierzyński i nagle zapragnąłem mieć swojego własnego przygłupa z północy?
[Wilhelm] Dobrze, bo już myślałem, że to całe polowanie się panu…
[Konstant Drachenfels] A czapka mi potrzebna do zgładzenia Świętego Mikołaja.
[Wilhelm] …
[Konstant Drachenfels] Coś ci się nie podoba?
[Wilhelm] Nie skąd. [do siebie] Rany, dobrze, że święta są tylko raz w roku.
[Konstant Drachenfels] [do barbarzyńcy] Connan!
[Connan] [robiąc krok do przodu] Nie, ja Connan!
[Konstant Drachenfels] [ignorując problemy osobowościowe olbrzyma] Connan ma czapkę?
[Connan] Czapka?
[Konstant Drachenfels] Małe włochate, co na łeb się nakłada.

[Connan wyjmuje z kieszeni pomiętą, wypłowiałą czapkę z pomponem.]

[Konstant Drachenfels] [biorąc czapkę do rąk] No, teraz go dorwę!
[Wilhelm] Ech, a co z głupkiem?
[Konstant Drachenfels] Zaprowadź go do kuchni.
[Wilhelm] [zasmucony] Naprawdę muszę go nakarmić?
[Konstant Drachenfels] [odrywając pazerny wzrok od czapki] Na mózg ci padło? Zmiel go na pudding.
[Wilhelm] Ach, ok. [i już ma iść w kierunku człowieka, ale ponownie z niepokojem przygląda się Czarnoksiężnikowi] Szefie, a co pan zamierza zrobić z tą czapką?
[Konstant Drachenfels] Patrz. Już za chwilę Święty Mikołaj przejdzie do historii.

[Drachenfels wyciąga z kieszeni laleczkę uosabiającą Świętego Mikołaja i nakłada na nią czapkę otrzymaną od Connana. Następnie wyjmuje również bardzo długą igłę i zadaje nią laleczce serię ciosów we wszystkie czułe miejsca ciała.]

[Konstant Drachenfels] [z zadumą w głosie] Hm, coś nie czuję, żeby zadziałało.

[Wilhelm podchodzi do Konstanta i bierze w ręce czapkę. Zagląda następnie do jej środka.]

[Wilhelm] [czytając] <Wykonano w Kitaju> coś panu mówi?
[Konstant Drachenfels] [zdenerwowany] Szlag! Znowu mi się nie udało. [po chwili] No cóż, trzeba kombinować dalej.

[Czarnoksiężnik opuszcza korytarz.]

[Wilhelm] [ze zrezygnowanym spojrzeniem] Ech, to będą długie Święta. [chwytając człowieka za rękę] Chodź Connan, zrobimy pudding.
[Connan] Connan!

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4344
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3740
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3264
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały