[Sypialnia Wielkiego Czarnoksiężnika. Masywne łoże z czarnym baldachimem, zajmuje centralne miejsce w pomieszczeniu i wydaje się być na tyle duże, aby mogły wyspać się na nim swobodnie trzy lub cztery osoby. Przez okno wpadają pierwsze promienie słoneczne.]

[Konstant Drachenfels] [na łożu, ziewając] Nowy dzień, nowy mord… [ziewa przeciągle, głośno] Wilhelm! [ciszej] Śniadanie leniwa pokrako.

[Ale odpowiada mu jedynie cisza.]

[Konstant Drachenfels] Hm, grabisz sobie… [głosem trzęsącym posadami] Wilhelm!!!

[W tym momencie do komnaty wchodzi garbaty krasnolud Bardul.]

[Konstant Drachenfels] [z niecierpliwością drapiąc się po głowie] Bardul, czy masz na imię Wilhelm?
[Bardul] Nie.
[Konstant Drachenfels] Więc Bardulu mój drogi, dlaczego przybywasz ty, gdy wzywam mojego cholernego, leniwego, nic niewartego sługę Wilhelma?
[Bardul] [myśli chwilę] Nie wiem.
[Konstant Drachenfels] [spokojnym, chłodnym głosem] Bardul, zastanów się proszę i wymyśl odpowiedź na moje pytanie, bo oprócz tego ponurego demonicznego gada, obedrę ze skóry również ciebie.

[Bardul chwyta się obiema dłońmi za głowę i zaczyna intensywnie sapać.]

[Konstant Drachenfels] [zakrywając dłonią oczy] Wspaniale, zamiast śniadania do łóżka, dostaje pokaz pantomimy imbecyla.
[Bardul] [z trudem] Bo… Wilhelm… powiedział!
[Konstant Drachenfels] Tak Bardul, ale to tylko połowa zdania. Co Wilhelm, ta leniwa menda i nicpoń, powiedział?
[Bardul] Że… że… że…

[Kilka minut później…]

[Bardul] Że strajkuje!

[Drachenfels spada z łóżka. Następnie pstryka palcami i z pomocą lewitacji staje na równych nogach. W tym momencie do pokoju wchodzi Wilhelm. Ma na czole białą opaskę z dużym czerwonym kołem, przypominającą trochę japońską flagę. W dłoni sługa dzierży natomiast tablicę z wymalowanym przekreślonym butem.]

[Wilhelm] [w kierunku zaskoczonego Drachenfelsa] Sługa strajkuje! Koniec wyzysku i poniżania przodownika pracy przez kapitalistycznych mocarzy!
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Wilhelm…
[Wilhelm] [przerywając mu] Precz z uciskiem chłopa pańszczyźnianego!
[Konstant Drachenfels] Wilhelm…
[Wilhelm] [ponownie] Niech żyje rewolucja proletariatu! Robotnicy miast i wsi…

[Konstant zniecierpliwiony wyrywa tablicę z rąk sługi i uderza go nią silnie w głowę. Sługa pada, a Czarnoksiężnik odrzuca narzędzie zbrodni.]

[Konstant Drachenfels] Skoro już uchwyciłem twoją uwagę, pragnę zaznaczyć subtelny mankament twoich postulatów… Ty nie jesteś kurde moim pracownikiem, tylko [z naciskiem] niewolnikiem. A ponieważ nie słyszałem o związkach zawodowych niewolników, to znaczy, że ich nie ma… A skoro ich nie ma, to ty odkleisz zęby od posadzki w przeciągu najbliższych kilku sekund i, jeszcze szybciej, zrobisz śniadanie.
[Wilhelm] [siadając z założonymi rękoma, pod nosem] Nie…
[Konstant Drachenfels] [z niedowierzaniem] Słucham?
[Wilhelm] Powiedziałem: nie.

[Zalega chwila bardzo ciężkiej, niemal namacalnej ciszy. Wilhelm co jakiś czas bojaźliwie zerka na Drachenfelsa]

[Konstant Drachenfels] [spokojnym głosem] Dobrze Wilhelm, wynoś się.
[Wilhelm] [zaskoczony] E? Co proszę?
[Konstant Drachenfels] Wynoś się. Nie potrzebuję niedziałającego sługi. Znajdę sobie nowego.
[Wilhelm] Ale…
[Konstant Drachenfels] Won.

[Kurtyna opada. Po chwili podnosi się. Wilhelm dosłownie wylatuje przez bramę zamku, a na jednym z jej skrzydeł pojawia się tabliczka z napisem <Zatrudnię pomoc domową. Eteryczność mile widziana.>]

[Wilhelm] [w stronę zamku] Po tylu latach wiernej służby?! Na zbity ryj?! Tak się nie robi!!! [po chwili, do siebie] A właściwie dobrze się stało… [przekonując samego siebie] Nie potrzebuję tego zamku, ani Drachenfelsa. Nie muszę na śniadanie dostawać soczystego kopa i wiązki bluzgów. Właśnie! Poza zamkiem będzie mi dużo lepiej! Poszerze horyzonty, rozwinę się artystycznie i w ogóle. [machając ręką] Żegnaj cholerna twierdzo udręki.

[Wilhelm odchodzi…]

autor: Aradesh

[Konstant Drachenfels] [na łożu, ziewając] Nowy dzień, nowy mord… [ziewa przeciągle, głośno] Wilhelm! [ciszej] Śniadanie leniwa pokrako.

[Ale odpowiada mu jedynie cisza.]

[Konstant Drachenfels] Hm, grabisz sobie… [głosem trzęsącym posadami] Wilhelm!!!

[W tym momencie do komnaty wchodzi garbaty krasnolud Bardul.]

[Konstant Drachenfels] [z niecierpliwością drapiąc się po głowie] Bardul, czy masz na imię Wilhelm?
[Bardul] Nie.
[Konstant Drachenfels] Więc Bardulu mój drogi, dlaczego przybywasz ty, gdy wzywam mojego cholernego, leniwego, nic niewartego sługę Wilhelma?
[Bardul] [myśli chwilę] Nie wiem.
[Konstant Drachenfels] [spokojnym, chłodnym głosem] Bardul, zastanów się proszę i wymyśl odpowiedź na moje pytanie, bo oprócz tego ponurego demonicznego gada, obedrę ze skóry również ciebie.

[Bardul chwyta się obiema dłońmi za głowę i zaczyna intensywnie sapać.]

[Konstant Drachenfels] [zakrywając dłonią oczy] Wspaniale, zamiast śniadania do łóżka, dostaje pokaz pantomimy imbecyla.
[Bardul] [z trudem] Bo… Wilhelm… powiedział!
[Konstant Drachenfels] Tak Bardul, ale to tylko połowa zdania. Co Wilhelm, ta leniwa menda i nicpoń, powiedział?
[Bardul] Że… że… że…

[Kilka minut później…]

[Bardul] Że strajkuje!

[Drachenfels spada z łóżka. Następnie pstryka palcami i z pomocą lewitacji staje na równych nogach. W tym momencie do pokoju wchodzi Wilhelm. Ma na czole białą opaskę z dużym czerwonym kołem, przypominającą trochę japońską flagę. W dłoni sługa dzierży natomiast tablicę z wymalowanym przekreślonym butem.]

[Wilhelm] [w kierunku zaskoczonego Drachenfelsa] Sługa strajkuje! Koniec wyzysku i poniżania przodownika pracy przez kapitalistycznych mocarzy!
[Konstant Drachenfels] [beznamiętnie] Wilhelm…
[Wilhelm] [przerywając mu] Precz z uciskiem chłopa pańszczyźnianego!
[Konstant Drachenfels] Wilhelm…
[Wilhelm] [ponownie] Niech żyje rewolucja proletariatu! Robotnicy miast i wsi…

[Konstant zniecierpliwiony wyrywa tablicę z rąk sługi i uderza go nią silnie w głowę. Sługa pada, a Czarnoksiężnik odrzuca narzędzie zbrodni.]

[Konstant Drachenfels] Skoro już uchwyciłem twoją uwagę, pragnę zaznaczyć subtelny mankament twoich postulatów… Ty nie jesteś kurde moim pracownikiem, tylko [z naciskiem] niewolnikiem. A ponieważ nie słyszałem o związkach zawodowych niewolników, to znaczy, że ich nie ma… A skoro ich nie ma, to ty odkleisz zęby od posadzki w przeciągu najbliższych kilku sekund i, jeszcze szybciej, zrobisz śniadanie.
[Wilhelm] [siadając z założonymi rękoma, pod nosem] Nie…
[Konstant Drachenfels] [z niedowierzaniem] Słucham?
[Wilhelm] Powiedziałem: nie.

[Zalega chwila bardzo ciężkiej, niemal namacalnej ciszy. Wilhelm co jakiś czas bojaźliwie zerka na Drachenfelsa]

[Konstant Drachenfels] [spokojnym głosem] Dobrze Wilhelm, wynoś się.
[Wilhelm] [zaskoczony] E? Co proszę?
[Konstant Drachenfels] Wynoś się. Nie potrzebuję niedziałającego sługi. Znajdę sobie nowego.
[Wilhelm] Ale…
[Konstant Drachenfels] Won.

[Kurtyna opada. Po chwili podnosi się. Wilhelm dosłownie wylatuje przez bramę zamku, a na jednym z jej skrzydeł pojawia się tabliczka z napisem <Zatrudnię pomoc domową. Eteryczność mile widziana.>]

[Wilhelm] [w stronę zamku] Po tylu latach wiernej służby?! Na zbity ryj?! Tak się nie robi!!! [po chwili, do siebie] A właściwie dobrze się stało… [przekonując samego siebie] Nie potrzebuję tego zamku, ani Drachenfelsa. Nie muszę na śniadanie dostawać soczystego kopa i wiązki bluzgów. Właśnie! Poza zamkiem będzie mi dużo lepiej! Poszerze horyzonty, rozwinę się artystycznie i w ogóle. [machając ręką] Żegnaj cholerna twierdzo udręki.

[Wilhelm odchodzi…]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4326
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3717
3 altdorf_night 4 MB 3597
4 Zapłata 54 KB 3252
5 BookOfRats 1 MB 3192

Najwyżej oceniane materiały