[Olbrzymia sala sypialna. Pod ścianą wielkie łoże z czarnym, aksamitnym baldachimem i złotym “D” wyhaftowanym na poduszkach. Oprócz tego w pomieszczeniu znajduje się jeszcze masywna dębowa szafa, obok niej takaż komoda oraz stolik, na którym stoi karafka z winem. Na ścianie natomiast wisi wielkie zdobione złotem lustro. W pewnym momencie uchylają się drzwi, a w szparze pojawia się postać Gerharda.]

[Gerhard] [niepewnie] Hm, to chyba tu. Chyba…

[Skryba przekracza próg. W tym momencie podmuch wiatru z uchylonego okna zatrzaskuje za nim drzwi.]

[Gerhard] [przestraszony] O rety… [ciągnie za klamkę] Szlag, zacięły się… Pomocy! [po chwili targania za klamkę] No nic… wiedzą, gdzie jestem, to mnie chyba otworzą za jakiś czas.

[Zaczyna się rozglądać po pomieszczeniu.]

[Gerhard] Eeej, ale ładne mi się lokum dostało. No, no…

[Siada na łoże.]

[Gerhard] Uuu, mięciutkie.
[Łoże] [tubalnym głosem] Kto to do cholery?!
[Gerhard] [podskakując] Aaa! Co to?! Kto to?!
[Łoże] No przecie nie hamak, nie? Nie jesteś Drach, nie jesteś kobietą, to won z kościstym dupskiem z mojej kołdry!
[Gerhard] [blednąc] Ja chyba śnie… Muszę się położyć…
[Łoże] Taaaa, to wygodnego stołu życzę, bo tu nie śpisz, królewno.
[Gerhard] [do siebie] To na pewno ten królik, którego żarliśmy w podróży, w karczmie. Mówiłem, że miał za dużo nóg… [po chwili, podchodząc do lustra] Pewnie źle wyglądam również.
[Łoże] Ej, pysiak… Z lustrem nie zadzieraj, to wredna… [widząc, ze Gerhard go ignoruje] Ok, ok, ostrzegałem.

[Gerhard przegląda się w lustrze, w którym nagle pojawia się paskudna goblinoidalna twarz.]

[Lustro] [przeraźliwym, demonicznym głosem] Bu!
[Gerhard] [odskakując z przerażeniem] Aaa!!!

[Skryba wpada na stolik, potrącając go, w efekcie czego karafka zaczyna lewitować nad blatem.]

[Stolik] Ała! Kopnął mnie w kostkę!
[Lustro] Buahahaha!
[Łoże] [zniechęcone] Mówiłem.

[Człowiek chwyta się rękoma za głowę.]

[Gerhard] Ta sypialnia jest przeklęta! Aaa!

[Ucieka do szafy i zamyka się w niej.]

[Łoże] Tia… To też był błąd.

[Po chwili Gerhard wypada z szafy jak poparzony, zatrzaskując za sobą jej drzwi.]

[Gerhard] Na Sigmara! [w tym momencie wszystkie meble syczą przeraźliwie]
[Łoże] Staaaary, bez takich, bo mnie się poduszki filcują.
[Karafka] [głosem gangstera z filmów lat dwudziestych] Pst, szefie… [po chwili] Ej, kierowniku…
[Gerhard] [chwiejnie podchodząc do stolika] J-ja?
[Karafka] Ta, ty… Ho no…
[Gerhard] [podchodząc bliżej] T-tak?
[Karafka] [sama się otwierając] Golnij se…
[Gerhard] Słucham?!
[Karafka] Golnij se… golnij… Dla ukojenia nerwów.
[Gerhard] [niepewnie] Ale…
[Karafka] Tylko łyczka, zresztą co ci szkodzi, przecież i tak ci się to śni, co nie?
[Gerhard] [sięgając po karafkę] A jakiś…
[Karafka] Z gwinta dajesz, z gwinta… Na studiach nigdy nie byłeś?
[Gerhard] [oburzony] Byłem!

[Skryba ciągnie z gwinta.]

[Łoże] Te, Karafka.
[Karafka] No?
[Łoże] Zawsze cie chciałem zapytać, a że okoliczności przyrody sprzyjają, że się tak wyrażę… Czemu ty jesteś facet?
[Karafka] E?
[Łoże] No… wiesz… Karafka [z naciskiem na ostatnie “a”] to chyba powinna być kobieta, co?
[Karafka] [obrażony] Pf… Copernicus była kobietą, a Maradonnus od Snotballa facetem. Gdzie tu logika?
[Łoże] [po chwili zastanowienia] No może masz racje. [po kolejnej chwili, do Gerharda] Te, człowiek, ale żeś się przyssał do tej demoniej krwi, hehe.

[Skryba słysząc to parska zawartością ust, panoramicznie zapaskudzając lustro.]

[Lustro] Eeeeeeej! Fuuu!
[Łoże] Hehe, należało ci się.
[Gerhard] [przerażony] Na Sigmara!
[Meble] [jednocześnie] Aaaaargh!
[Gerhard] Pomooooocyyyyy!

[W tym momencie drzwi otwierają się z hukiem, a w progu staje mały Konstant zastając Gerharda z Karafką w ręku. Meble natychmiast milkną. Wielki Czarnoksiężnik patrzy na skrybę piorunującym wzrokiem.]

[Gerhard] [zawstydzony] E… Mogę wszystko wyjaśnić!
[Konstant Drachenfels] [dziecinnie, ale chłodno] Nie wątpię. Zacznij od tego co robisz w [z naciskiem] mojej komnacie sypialnej?
[Gerhard] E, myślałem, że to moja komnata… [zmieniając ton] Ale zaraz… Panicz pije wino?! [potrząsa karafką]
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] To sok malinowy.
[Gerhard] [zaskoczony szybką ripostą] Naprawdę?
[Konstant Drachenfels] A co? Smakuje jak wino, czy jak sok?
[Gerhard] Eeee… [po chwili zastanowienia] To może ja poszukam swojej komnaty?
[Konstant Drachenfels] [odprowadzając go wzrokiem za drzwi] Mhm, tak zrób.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4381
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3768
3 altdorf_night 4 MB 3624
4 Zapłata 54 KB 3280
5 BookOfRats 1 MB 3233

Najwyżej oceniane materiały