[Kuchnia zamkowa. Dla tych, którzy nie pamiętają: olbrzymie pomieszczenie, wielkie drewniane stoły, mnóstwo naczyń i groźnie wyglądające noże, tasaki i tym podobne akcesoria, wiszące na ścianach. Przy jednym z wielu kotłów stoi Wilhelm i energicznie zamiata w nim chochlą. W pewnym momencie drzwi otwierają się z hukiem i staje z nich Manfred.]

[Manfred] [donośnie] Gnoju!

[Wilhelm odwraca się z uniesioną lekko brwią.]

[Manfred] [po chwili] Znaczy hołoto! [pstryka palcami] Nie, też nie to… [po namyśle] O wiem! Plebejuszu!
[Wilhelm] Mhm, mhm. Za czym szanowny [spluwa nieznacznie] pan biadoli?
[Manfred] [wchodząc do środka] Plebejuszu, głodnym!
[Wilhelm] Ta? A to świetnie, bo mam właśnie nową potrawę do przetestowania.
[Manfred] [podchodząc z zaciekawieniem] A jakąż?

[Obaj zaglądają do gara, gdzie w tłuszczu pluskają się ciastowe kółeczka.]

[Manfred] I co to niby ma być?
[Wilhelm] [zadowolony z siebie] Nazwałem to “donaty”. Fajne, prawda?
[Manfred] [chłodno] Ale głupia nazwa.
[Wilhelm] [zawiedziony] Ej, dlaczego?
[Manfred] I po cholerę ta dziura w środku?
[Wilhelm] No… Tego… Żeby miało lepszy efekt, ten no… Aerodynamiczny!
[Manfred] E?
[Wilhelm] Nooo. Żeby szybciej do brzucha trafiało, no.
[Manfred] Aerodynamika to herezja. Zamknij dziób, bo cię utopię w tym kotle. [po chwili] W tej dziurze by się jeszcze w cholerę jedzenia zmieściło. Nadziej to czymś!
[Wilhelm] Ale to zepsuje cały efekt! Czym mam to niby nadziać?
[Manfred] Hm. Marmoladą.
[Wilhelm] E, to niestety niemożliwe.
[Manfred] [oburzony] Co, nie macie w zamku marmolady?! Co to za zamek?!
[Wilhelm] Nie, nie no mamy… ale… ona jest w [głosem z krypty rodem] Spiżarni.

[W tle słychać dwa uderzenia w prawdopodobnie całkiem spory bęben.]

[Manfred] Znaczy, chciałeś powiedzieć, że jej nie ma, tak?
[Wilhelm] Nie, no jest.

[Chwila ciszy.]

[Manfred] To, do jasnej cholery, co cię powstrzymuje, żeby iść do spiżarni i przynieść rzeczoną marmoladę?
[Wilhelm] [z pełną powagą] W spiżarni straszy.
[Manfred] Bah, co za nonsensy mi tu opowiadasz?
[Wilhelm] W zasadzie to straszy, czasem obdziera ze skóry, a czasem połyka w całości.
[Manfred] Co niby?!

[Demon nachyla się konspiracyjnie nad człowiekiem.]

[Wilhelm] [wprost do ucha swego rozmówcy] COŚ!
[Manfred] [wyjmując pistolet] Brednie! Nakazuję ci, z racji [z naciskiem] wyższego urodzenia, natychmiast udać się do spiżarni po marmoladę.
[Wilhelm] [stanowczo] Nie, kurde. Nie byłem tam od… od wtorku! a i wtedy ledwo uszedłem z życiem… Drachowi się powideł zachciało… Kto wie co tam od wtorku mogło…
[Manfred] [przystawiając Wilhelmowi pistolet do głowy] Natychmiast!
[Wilhelm] [przymilnie] Ależ paaaanie… To zadanie dla bohatera, takiego jak pan, a nie [z naciskiem] plebejusza, takiego jak ja.
[Manfred] Zejście do piwnicy po dżem?! To nie jest zadanie dla szlachcica!
[Wilhelm] Quest po zaginiony dżem! Losy całego obiadu są w pańskich rękach!
[Manfred] …
[Wilhelm] Poza tym, będzie pan mógł poćwiczyć szermierkę na podłościach chaosu, wyplenić zło i inne tam fetysze swoje zaspokoić.
[Manfred] [zamyśliwszy się] Hm. To nie brzmi tak głupio.

[W międzyczasie demon podchodzi do klapy w podłodze, otwiera ją, po czym odpala pochodnię.]

[Wilhelm] [wręczając pochodnię Manfredowi] Azaliż panie! Przygoda czeka!

[Człowiek niepewnie podchodzi do klapy.]

[Wilhelm] [kiwając głową] Przygoda!

[Manfred schodzi po drabince na dół. Demon zamyka klapę.]

[Wilhelm] [do siebie, wracając do garów] Eh, czego to się nie robi, jak się nie chce zejść do piwnicy.

[Nagle z dołu dochodzą odgłosy kłapania szczęk…]

[Wilhelm] [wciąż do siebie] O, aligatory wróciły.

[…krzyki]

[Wilhelm] O, jest i banshee.

[…odgłosy walki]

[Wilhelm] Hm, rycerze chaosu… Ciekawe w jakim jeszcze miejscu na ziemi rycerze chaosu strzegą ogórków kiszonych. [po chwili] Ciekawe, czy smok śpi…

[…zionięcia ogniem]

[Wilhelm] Nope… Znowu nie może spać bidula.

[Po dłuższej chwili klapa ponownie się otwiera. Z otworu w podłodze wygrzebuje się powoli popalony i pocięty Manfred. Z trudem prostuje się i z dumą wyciąga przed siebie słoik dżemu.]

[Wilhelm] [podchodząc] O, super. Mam nadzieję, że nie musiał pan szukać go zbyt dług za ogórkami… Mogłem w sumie powiedzieć… No, ale znalazł pan.
[Manfred] … Haha! Zaiste trudna to była próba, ale…
[Wilhelm] [przerywając z kwaśną miną] Ale truskawkowy? Malinowy było wziąć. Zejdzie pan jeszcze raz, co?

[Człowiek bez namysłu sięga po pistolet, którego jednak tam nie ma, albowiem zeżarł go aligator.]

[Wilhelm] [przymilnym głosem] Dobra, już dobra. Niech będzie truskawkowy no… Idę go dodać do donatów.
[Manfred] [przez zęby] Pączków.
[Wilhelm] E, czego?
[Manfred] Ta potrawa będzie się “pączkami” zwała.
[Wilhelm] O kurde… To chyba najgłupsza nazwa jaką słyszałem.

[Szlachcic mija demona, bierze w obie ręce kocioł z wrzącym olejem i wylewa go bez słowa na głowę demonicznego sługi.]

[Wilhelm] [cicho] Ał. To nie było miłe.
[Manfred] Zamknij się i nadziewaj moje pączki!

[Od Autora: Oto i geneza pączka. Mam nadzieję, że tłusty czwartek upłynął Wam równie mile jak mi i trochę milej niż Wilhelmowi.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3789
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3294
3 altdorf_night 4 MB 3285
4 vaevictis 433 KB 2769
5 Zapłata 54 KB 2763

Najwyżej oceniane materiały