[Dziedziniec zamkowy. Ur’Ulryk i Konstantyn stoją mniej więcej na jego środku ciężko dysząc, co raz ocierając krew z trochę pociętych twarzy, a pierwszy z nich trzyma za trzonek szarpiący się Tasak Henryk. Na krawędzi studni siedzi zaś niedostrzeżony przez nich jak dotąd młody mężczyzna w zielonym stroju podróżnym, czapką Robin Hooda i łukiem przewieszonym na plecach, bawiący się swoim stylizowanym na francuskiego złoczyńcę wąsikiem.]

[Henryk] [rozpaczliwie] Puszczaj! Puszczaj chamie mówię, bo się doigrasz!
[Konstantyn] [dysząc] Cho-Cho-Cholera… Kto by pomyślał, że starczy bydlaka za uchwyt złapać.
[Henryk] Sam masz uchwyt w gaciach fajansiarzu! Puszczać mnie!
[Ur’Ulryk] Zamknij się.

[Ulrykanin zaczyna mocno trzeć ostrzem tasaka o bruk.]

[Henryk] Ała! Ała! Dobra, będę cicho!
[Ur’Ulryk] [przestając] No.
[Konstantyn] A teraz gadaj bestio piekielna, kto cię przyzwał i kto cię na nas nasłał!
[Henryk] [parskając] Ha, takiego… Nic wam nie powiem!
[Ur’Ulryk] [ponowie szorując ostrzem o bruk] Bo cię stępię!
[Konstantyn] [do siebie] Na własny obraz i podobieństwo.
[Henryk] Aaaa! Dobra! Dobra! Powiem wszystko!
[Ur’Ulryk] [ponownie przestając] No, gadaj. Czy to ten mazgaj Lord Dark Morgoth 666?
[Henryk] [z początku nie bardzo wiedząc o co chodzi] Yyy. Tak! Właśnie on!
[Ur’Ulryk] Ha! Wiedziałem!

[Konstantyn uderza się otwartą dłonią w czoło.]

[Konstantyn] To jest wasza słynna ulrykańska szkoła przesłuchań, co? Tortury, potem podajesz torturowanemu odpowiedź, a on ją potwierdza, tak?
[Ur’Ulryk] No. To chyba oficjalne stanowisko Zakonów odnośnie tortur, co nie?
[Konstantyn] [chwile milcząc] Hm, no w sumie… [po chwili] Ale nie jak chcesz się czegoś faktycznie dowiedzieć, no!
[Ur’Ulryk] No, ale jak pozwolę mu samemu odpowiedzieć, to nakłamie!
[Konstantyn] Szlag, fakt.

[Nagle nieznajomy w stroju Robin Hooda powstaje ze swego miejsca i zbliża się ku rycerzom.]

[Hopkirk] Bonjour panowie, bonjour!
[Ur’Ulryk] Sameś żur, pajacu!

[Konstantyn zorientowawszy się, że zostali przyłapani na rozmowie z gadającym tasakiem, wyrywa Henryka Ur’Ulrykowi z rąk i wyrzuca daleko za siebie.]

[Ur’Ulryk] [zaskoczony] A ty po co to zrobiłeś, hę?
[Konstantyn] [z niewinnym uśmiechem] E, bonjour. Panie?
[Hopkirk] [kłaniając się] Le Clerc.
[Ur’Ulryk] Eklerek?
[Hopkirk] Non, Le Clerc.
[Ur’Ulryk] [z kamienną twarzą po raz drugi] Eklerek?
[Hopkirk] [z naciskiem] LE Clerc.
[Ur’Ulryk] Eklerek.
[Hopkirk] [zrezygnowany] Ech, jestem Hopkirk.
[Konstantyn] Znaczy się plebejusz?
[Hopkirk] [kręcąc nosem] Mieszczanin, powiedzmy, że mieszczanin, chociaż więcej czasu ostatnio spędzam za murami miejskimi, hahaha.
[Konstantyn] Czyli banita?
[Hopkirk] E, podróżnik?
[Konstantyn] Banita.
[Hopkirk] Łowca przygód.
[Konstantyn] [z kamienną twarzą] Banita.

[Chwila ciszy.]

[Hopkirk] [nieco niepewnie] Widzę, że jak panowie coś sobie powiedzą, to już ciężko to potem wyperswadować, hm?
[Konstantyn] [zamyślony] To filozofia życiowa zwana odwróconym quasi-kopernikanizmem.
[Hopkirk] E, czyli?
[Konstantyn] Czyli rzeczywistość toczy się wedle moich zasad, albowiem ja jestem centrum wszechświata i dlatego wszystko musi działać jak ja chcę.
[Hopkirk] [przełknąwszy ślinę] Aż się boję zapytać… [z niewinnym uśmiechem] A jeśli tak nie jest?
[Konstantyn] Nie słuchałeś. [chłodno] Musi.
[Hopkirk] Mhm. Znaczy się, w aktualnym stanie rzeczy, wielmożny pan z własnej nieprzymuszonej woli zażyczył sobie wypuścić, niczym stokrotka na wiosnę, znad pośladków… ogon?
[Konstantyn] Co ty bredzisz bandyto?!
[Ur’Ulryk] [pokazując palcem] Na Ulryka! Masz ogon mutancie!

[Konstantyn zaczyna macać dłonią z tyłu, po czym ku swojemu przerażeniu chwyta za ogon, który bardzo przypomina ogon diabelski.]

[Konstantyn] [z przerażeniem] Jasna cholera!
[Ur’Ulryk] [stuknąwszy kopytami o bruk] Mutant!

[Po wspomnianym stuknięciu wszyscy jednak zwracają wzrok natychmiast w kierunku Ur’Ulryka, który zamiast stóp ma aktualnie pokaźne kopyta.]

[Konstantyn] [ze złością] No, no? Mutant, co?! A ty, to co niby jesteś?! Gołodupny faun z piszczałką?!
[Ur’Ulryk] [zmieszany] Yyy, yyy, to… eee… dar, tego…
[Konstantyn] [z poirytowaniem] Ech, daruj se. Żaden dar od boga, chyba że twój bóg nagle wszedł w komitywę z Minotaurem!
[Ur’Ulryk] Na Ulryka! [ze łzami w oczach] Co my teraz poczniemy?!
[Konstantyn] [westchnąwszy] Jak to co? Ja spróbuję spalić ciebie, ty spróbujesz spalić mnie. Ten co przegra przynajmniej będzie zbawiony, bo ten co wygra zapewne pójdzie dalej mutować po lasach, do czasu, aż jakiś dzielny mąż Sigmara nie położy kresu jego podłemu istnieniu.

[Słysząc to Hopkirk staje między rycerzami.]

[Hopkirk] Panowie, panowie…
[Konstantyn] [z wyrzutem] Mutanty!
[Hopkirk] No ale mimo to wciąż…
[Konstantyn] Mutanty, powiedziałem! Już ci to tłumaczyłem…
[Hopkirk] [przytakując] Tak, tak, quasi-cośtam, wiem. A więc, panowie mutanty. Nie jest to przecież tak, że coś dzieje się z niczego, prawda? Wszystko swą przyczynę ma. Nie jest to przecież tak, że dwóch dzielnych rycerzy bez żadnego powodu nagle zamienia się w potępione bestie, hm?
[Konstantyn] Bo to Chaos! Chaos tego przyczyną!
[Hopkirk] [podchwyciwszy] O właśnie, właśnie! A gdzie jest źródło tegoż Chaosu?
[Konstantyn] [ze zrezygnowaniem] Chaos jest wszędzie, jak widać. Nie ma ucieczki. Wszystkich nas pochłonie!
[Ur’Ulryk] Na Ulryka!
[Konstantyn] [z poirytowaniem] Przestań z tym Ulrykiem! Od dzisiaj możesz sobie wybrać nowe bóstwo. Z trzema cycami, albo siedmioma żołądkami.
[Ur’Ulryk] Alf?
[Konstantyn] Nie, Nurgle, Pan Zgnilizny… Nie wiem, co to Alf, ale też się pewnie nada.
[Hopkirk] E tak, widzę, że pan się wczuwa… [otrzymawszy od Konstantyna piorunujące spojrzenie, poprawiając się] E, tak, pan [z naciskiem] mutant się wczuwa, to jednak ja chciałem zasugerować możliwe wyjście z tejże tu opresji.
[Konstantyn] To znaczy?
[Hopkirk] [głosem Gandalfa opowiadającego o Jedynym Pierścieniu] Powiadają, że niedaleko za tymże Zamkiem, na wzgórzu, znajduje się Katedra.
[Konstantyn] Plugawa Katedra Chaosu!
[Hopkirk] [zaskoczony] Zna pan mutant tę historię?
[Konstantyn] [skwapliwie] Nie, ale jak katedra to zawsze jest plugawa i zawsze Chaosu, chyba że jest w jakimś wielkim mieście, a i wtedy nie wiadomo na sto procent.
[Hopkirk] Mhm. No więc mawia się, że całą okolicę plugawią splugawione moce plugawej katedry.
[Ur’Ulryk] To plugawo.
[Hopkirk] Zaiste. No i tak sobie pomyślałem, że może gdyby panowie mutanci…
[Konstantyn] [podekscytowany] Oczyścili ziemię z plugawej zarazy, to być może bogowie zmiłują się i oczyszczą nasze ciała z plugawych mutacji!
[Hopkirk] [również podekscytowany] Tak jest!
[Konstantyn] [nagle chłodno] Dobra, ale co ty masz z tego?
[Hopkirk] [lekko zmieszany] E, satysfakcję z pomocy sługom bożym i…
[Konstantyn] Nie, ale poważnie.
[Hopkirk] Złoto?
[Konstantyn] Nie.
[Hopkirk] Znam drogę.
[Konstantyn] Umowa stoi.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 3727
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3267
3 altdorf_night 4 MB 3250
4 vaevictis 433 KB 2742
5 Zapłata 54 KB 2740

Najwyżej oceniane materiały