[Zamkowa biblioteczka. Nieduże, ale bardzo wysokie pomieszczenie w kształcie kwadratu. Ściany zastawione są półkami, na których porozrzucane są zakurzone tomiska wszelkiej maści i gabarytów. Po środku pomieszczenia stoi sporych rozmiarów fotel, a przy nim stolik, na którym leży czerwona książka. W fotelu wygodnie zasiada Wilhelm z okularami na oczach.]

[Wilhelm] Witam Państwa serdecznie. W ramach relaksu po ostatnich wydarzeniach i nieodżałowanej likwidacji drużyny naszych bohaterów, sporej dawce magii, demonów, innych istot, jak wy to określacie – nadnaturalnych – oraz jednej interwencji z Otchłani, przeczytam Wam jedną z moich ulubionych bajek.

[Wilhelm sięga po książkę ze stolika i pokazuje widowni okładkę z napisem ‘Czerwony Kapturek’. Następnie poprawia się w fotelu, odchrząkuje i otwiera tomik.]

[Wilhelm] Dawno, dawno temu, za górami za lasami…

[W tym momencie scena obraca się o to osiemdziesiąt stopni. Głos Wilhelma jest już słyszalny jedynie zza sceny, natomiast jego miejsce zajęły dekoracje przedstawiające las Schwarzwald.]

[Wilhelm] …był sobie bretoński Rycerz Świętego Graala o imieniu Jean. Ze względu na karmazynowy płaszcz z kapturem, który zawsze nosił, koledzy rycerze nazywali go Czerwonym Kapturkiem.

[Na scenę wkracza Czerwony Kapturek odziany w pełną zbroję płytową i czerwony płaszczyk. W rączce dzierży koszyczek]

[Czerwony Kapturek] Lalala… palić niewiernych, niszczyć zło, palić niewiernych, hej! Lalala
[Wilhelm] Podśpiewując wesoło szedł Czerwony Kapturek gościńcem.

[Na scenę z przeciwnej strony wkracza zwierzoczłek. Ma około dwóch metrów wzrostu, kopyta, twarz psa, rogi byka, w ręku dzierży buzdygan.]

[Wilhelm] Nagle z lasu wyłonił się zły zwierzoczłek Arnold, a Czerwony Kapturek zoczywszy go zakrzyknął jak to miał w zwyczaju ‘Na Ulryka!’.
[Czerwony Kapturek] [z oburzeniem w głosie] Nie ta religia demoniczny szpeju…
[Wilhelm] Nieistotne, na pewno też coś głupiego wołacie…
[Czerwony Kapturek] Wcale, że nie… Na Panią Jeziora!
[Wilhelm] [zakrztusiwszy się] Eee, taaak, faktycznie to zmienia postać rzeczy. [do siebie] Ja pieprzę, a myślałem, że już nic głupszego nie usłyszę. [do widowni] Tak czy inaczej Czerwony Kapturek spotkał zwierzoczłeka Arnolda.
[Arnold] Witaj Czerwony Kapturku!
[Czerwony Kapturek] Haha! Witaj o ty, którego zaraz rozpłatam mym mieczem ku chwale Pani Jeziora! A w ogóle, to jakim cudem mówisz ludzkim głosem?
[Arnold] Mutacja ‘dar języków’.
[Czerwony Kapturek] A… Haha! Giń więc mutancie, pomiocie Chaosu!
[Arnold] Zanim mnie zabijesz, zdradź proszę, co niesiesz w koszyczku.
[Czerwony Kapturek] Haha! Świętego Graala!
[Wilhelm] [wtrącając zza sceny] Świętego Graala w dzisiejszym odcinku sponsoruje magiczne lustro Konstanta Drachenfelsa. [do siebie] Niektórzy by się mocno zdenerwowali to słysząc.
[Arnold] I zaniesiesz go…
[Czerwony Kapturek] Pani Jeziora!
[Arnold] Taaak, to ma sens.
[Wilhelm] W tym momencie przebiegły Arnold, wymyślił przebiegły plan jak oszukać nie tak bardzo przebiegłego Czerwonego Kapturka. Takoż zwiódłszy Czerwonego Kapturka podstępem…
[Arnold] Patrz! Małpa z trzema dupami!
[Czerwony Kapturek] [patrząc za siebie] Gdzie?!
[Wilhelm] …co prędzej dał susa w las.

[Zwierzoczłek daje susa w las. Czerwony Kapturek stoi zdezorientowany.]

[Czerwony Kapturek] Haha! Przechytrzył mnie diabelskimi sztuczkami. Dopadnę go innego dnia, albowiem teraz muszę zanieść Świętego Graala Pani Jeziora.
[Wilhelm] Jak pomyślał, tak pognał…

[Opada kurtyna, słychać za nią zamieszanie. Kurtyna podnosi się ponownie. Sceneria przedstawia wnętrze skromnej chatki Pani Jeziora. Po środku niewielkiego pomieszczenia stoi wielkie łoże z baldachimem, tak, że wypełnia prawie całą dostępną w nim przestrzeń. Na łożu leży powabna blondynka, bawiąca się z nudów poduszką.]

[Wilhelm] Arnold, przebiegła bestia, znał skrót w lesie, takoż dotarł do chatki Pani Jeziora przed Czerwonym Kapturkiem.

[Do chatki wchodzi Arnold]

[Pani Jeziora] Na… [pstryka palcami, zastanawia się] Na Mnie! Ktoś ty?!
[Arnold] Nie zadawaj głupich pytań, a tak w ogóle, to skoro jesteś Panią Jeziora, to czego siedzisz w chacie?
[Pani Jeziora] [znudzonym głosem] Wilgoć, reumatyzm…
[Arnold] Potrzebuje tej chaty, won do stawu!
[Wilhelm] Jak postanowił, tak ją wyrzucił…

[Arnold chwyta Panią Jeziora i wyrzuca ją przez okno do pobliskiego stawu, po czym przybrawszy trochę głowę runem leśnym, kładzie się do łóżka.]

[Wilhelm] Natenczas przybył Czerwony Kapturek…

[Wchodzi Czerwony Kapturek i z miejsca pada na kolana.]

[Czerwony Kapturek] O Pani! Oto ja, Jean! Wróciłem z misji! Oto przynoszę Ci, po wielu latach poszukiwań i nieskończonych trudach, Świętego Graala!
[Arnold] [kobiecym głosem] Zbliż się młodzieńcze…
[Wilhelm] No to się zbliżył…
[Czerwony Kapturek] O Pani, a czemu masz takie wielkie oczy?
[Arnold] Bo mam jakąś egzotyczną chorobę, której się nabawiłam, gdy przy moim stawie Saraceni poili wielbłądy.
[Czerwony Kapturek] A czemu masz takie wielkie rogi?
[Arnold] Bo Pan Jeziora nie do końca wiernym jest.
[Czerwony Kapturek] A czemu masz taki wielki buzdygan zatknięty pod pościelą?
[Arnold] Żeby rozbić ci nim czaszkę i ukraść wreszcie Świętego Graala.
[Wilhelm] Jak powiedział, tak uczynił… [do siebie] Niezła fucha, robota sama chodzi, może zostanę etatowym narratorem.

[Zwierzoczłek unosi się z łoża i uderza z całej siły rycerza w głowę buzdyganem rozbijając jego głowę jak arbuza. Następnie zachłannie wyjmuje z koszyka kielich.]

[Arnold] Nareszcie! Jest mój! Ciekawe co robi… I ciekawe czy jakiś gajowy będzie chciał mi go odebrać.
[Wilhelm] Jak wykrakał tak się stało… Wchodzi gajowy!

[Na scenie nie pojawia się nikt nowy.]

[Wilhelm] Ekhm… Powiedziałem, kurde, na scenie pojawia się gajowy!

[Zza sceny słychać odgłos gruchotanego karku. Po jakimś czasie w tle zaczyna lecieć ‘O fortuna’, próg przekracza Konstant Drachenfels.]

[Wilhelm] No dobrze… nie jest to gajowy, ale i tak zwierzoczłek ma słabo…
[Konstant Drachenfels] [odczytując z kartki, którą ma w ręku] Haha! [zmarszczywszy brwi] Nie no, co za idiota to pisał…
[Wilhelm] Ej!
[Konstant Drachenfels] Dawaj Graala.
[Arnold] Nigdy! Prędzej zginę!
[Konstant Drachenfels] Skoro musisz psuć kolejność…

[Opada kurtyna.]

[Wilhelm] Scena przemocy ze względu na to, że to, kurde, bajka, została wycięta.

[Kurtyna podnosi się. Kawałki zwierzoczłeka porozrzucane są po całym pomieszczeniu. Drachenfels stoi z kielichem w ręku i uważnie mu się przygląda.]

[Konstant Drachenfels] Dobra, zobaczmy co to robi takiego…
[Wilhelm] Jak powiedział, tak wykorzystał wiedzę o magicznych przedmiotach.
[Konstant Drachenfels] Co?! Możesz z tego pić i nigdy nie wylejesz?! Co za badziewie… Jak młot Sigmara normalnie.

[Konstant Drachenfels wyrzuca Graala przez okno. Słychać uderzenie, jakby naczynie uderzyło kogoś w głowę, a następnie bulgotanie, jakby ta osoba zaczęła się topić. Konstant Drachenfels opuszcza pomieszczenie. Zapada kurtyna, a przed nią wychodzi Wilhelm.]

[Wilhelm] Koniec… won spać!

[Po czym kłania się nieznacznie i opuszcza scenę.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4016
2 altdorf_night 4 MB 3406
3 karta 2ed drachenfels 3 MB 3401
4 Zapłata 54 KB 2875
5 vaevictis 433 KB 2855

Najwyżej oceniane materiały