[Biblioteczka zamkowa. W fotelu, w karmazynowym szlafroku zasiada Wilhelm popijając gorące kakao. Demon wyjmuje długa kislevicką fajkę i odpala ją pstryknięciem palców. Następnie bierze z półki książkę i zwraca się ku widowni.]

[Wilhelm] [głosem kapitana misia] Nadeszła pora, drogie dzieci, na kolejne interludium. Dzisiejszego wieczoru opowiem wam wzruszającą i jakże pouczającą historię. [unosi książkę do góry] <Jaś i Małgosia>, znana również w innych językach pt.: <Hansel und Gretel> tudzież <Backdoor Sluts 9>…

[Scena obraca się o sto osiemdziesiąt stopni ukazując scenerię martwego lasu, w którym zacina zamieć śnieżna. Po prawej stronie sceny widać część wieży i wejście do niej.]

[Wilhelm] [zza sceny] W roli Jasia [fanfary] Gotrek Gurnisson, zabójca wszystkiego co żyje, żyło i będzie żyć!

[Na scenę, od jej lewej strony, wkracza pozbawiony jednego oka, nieprzyzwoicie umięśniony krasnolud, z nieprzyzwoicie olbrzymim toporem i nieprzyzwoicie umięśnioną i nagą, co jak na te warunki pogodowe jest niezbyt rozsądne, klatką piersiową.]

[Wilhelm] W roli Małgosi [fanfary] Felix Jaeger, przydupas poprzedniego.

[Obok krasnoluda staje wysoki człowiek, który za pasem zatknięty ma miecz, w ręku zaś dzierży pióro i pergamin. Jego wyraz twarzy wskazuje, że usilnie chciałby coś napisać, ale chyba nie bardzo wie, co.]

[Gotrek] Argh, ragh bah, grugh bah!
[Wilhelm] [zaskoczony] Ups, przepraszam państwa. Nasz aktor jest lekko cofnięty w rozwoju, więc postanowiliśmy zatrudnić dubbing, aby mogli go państwo zrozumieć, ale ewidentnie dubbing się spóźnił. Sharankiel!
[Sharankiel] [skrzekliwym głosem zza sceny] Już jestem, już jestem. Wybrałeś usługę…
[Wilhelm] Nie! Dzisiaj tłumaczysz, zielony głąbie, z przygłupiego na nasze.
[Sharankiel] A… Mówił coś już?
[Wilhelm] Ta, ale cofniemy… Gotrek! Replay, replay!
[Gotrek] [odtąd głosem Sharankiela] Argh, piździ i gwiździ tu człowiecze! [po chwili] Znaczy Małgosiu.
[Felix] Tak Jasiu, myślę, że powinniśmy znaleźć schronienie, aby przeczekać tę śnieżycę.
[Wilhelm] Błyskotliwie zauważyła Małgosia.
[Gotrek] Ta.
[Wilhelm] Błyskotliwie skwitował Jaś.
[Felix] [wskazując wieżę] O! Patrz! Domek z piernika.
[Gotrek] Sam… Znaczy sama żeś piernik, a twoja stara domek. To wieża złej czarownicy.
[Felix] A, to bieda…
[Gotrek] Czemu?
[Felix] [zdziwiony] No, bo jesteś przecież zabójcą trolli Jasiu, a nie zabójcą wiedźm.
[Wilhelm] Jasia strapiła celna uwaga Małgosi.
[Gotrek] Strapiła mnie twoja celna uwaga Małgosiu. Czyli co, nie mogę jej zabić, nie?
[Felix] Haha!
[Wilhelm] Małgosia wydała z siebie okrzyk, który może oznaczać tylko dwie rzeczy. Albo wymyśliła niesamowicie przebiegły plan… albo to jeden z tych dni w miesiącu… Na szczęście dla obojga, chodziło o to pierwsze.
[Felix] Mam przebiegły plan!
[Gotrek] No?
[Felix] Zmiana profesji!
[Gotrek] No. [po chwili] Że co?
[Felix] Gdy byłeś mały [patrząc niepewnie na krasnoluda] znaczy jeszcze mniejszy niż teraz… Byłeś zabójcą czego?
[Gotrek] [bez zastanowienia] Mrówek!
[Felix] No! A, gdy wymordowałeś wszystkie mrówki w promieniu kilku metrów, to stałeś się zabójcą…
[Gotrek] Much!
[Felix] No! A potem?
[Gotrek] Krwawych, czyhających na twoją nieuwagę, bezlitosnych… komarów!
[Felix] No, a potem…
[Wilhelm] [ziewając, do siebie] Trza to przyspieszyć… [na głos] Kilkanaście szczebli drabiny ewolucyjnej później…
[Gotrek] Ulrykanów!
[Felix] A potem?
[Gotrek] Snotlingów!
[Wilhelm] Ech, jeszcze później!
[Gotrek] Trolli!
[Felix] No! A teraz będziesz zabójcą wiedźm.
[Gotrek] Fajno… A wiedźma, to jest większa niż troll?
[Felix] [zamyślony] Hm, a widziałeś kiedyś trolla?
[Gotrek] No w sumie, to nie.
[Felix] Ja też nie.
[Wilhelm] Ignorance is bliss, jak mawiają. Uzgodniwszy więc, że Jaś zostaje Łowcą Czarownic, lub, jak to na potrzeby jego małego rozumku ustalono, Zabójcą Wiedźm, ruszyli z krwawą furią na wieżę.

[Człowiek i krasnolud rozpędzają się i z szaleńczym okrzykiem i bronią wzniesioną wysoko, zaczynają biec w kierunku wieży.]

[Gotrek] Raaaagh! Topór chce krwi!!!
[Felix] Raaaagh! Poszło mi oczko!!!

[Po czym majestatycznie rozbijają się o niewzruszone ich próbą wrota.]

[Morathi] [zza drzwi] Kto tam?
[Wilhelm] W roli Baby Jagi [fanfary] Morathi, matka władcy mrocznych elfów i najwyższa kapłanka Khainea!
[Gotrek i Felix] To my!
[Morathi] Czyli kto?
[Gotrek] Świnki trzy!
[Wilhelm] [znudzonym głosem] Nasz aktor niestety pomylił kwestie, jak widać… o bajkach nie wspominając.
[Sharankiel] [zawstydzonym głosem] Nie, to ja się pieprznąłem w tłumaczeniu.
[Wilhelm] Że jak? [słychać przerzucanie kartek] W scenariuszu jest wyraźnie napisane <To my Jaś i Małgosia>. Jak można, do cholery , zrobić z tego <Świnki trzy>?
[Sharankiel] No bo Khazalid, język krasnoludów, który dodatkowo ten przygłup kaleczy, jest takim dosyć topornym językiem, gdzie jedno słowo może oznaczać: piłkę, drzewo, kibel i lewą nerkę.
[Wilhelm] A… No dobra, nieważne, kontynuujmy.
[Gotrek] [poprawiając się] To my, Jaś i Małgosia!

[Drzwi otwierają się i staje w nich bardzo roznegliżowana, ale jednocześnie niewyobrażalnie piękna mroczna elfka. Ma długie kręcone, kruczoczarne włosy, hipnotyzujące spojrzenie, nienaganną figurę i strój, przy którym kostiumy sceniczne Britney Spears wyglądają jak skafandry kosmiczne.]

[Morathi] [patrząc na Gotreka] O! Dzieci! [patrząc na Felixa] Znaczy… Dziecko i pedofil!
[Felix] [urażony] Nie! To nie tak! [po chwili, cichszym głosem] To on mnie, ten tego, a nie ja jego…
[Morathi] [beznamiętnie] Urocze, widać, że poeta… Wejdźcie dzieci z zimna. Napalę wami… znaczy wam w piecu!

[Morathi wchodzi z powrotem do wieży, a za nią żwawo rusza Gotrek z uniesionym nad głową toporem.]

[Felix] Jasiu! Jesteś pewien, że powinniśmy?
[Gotrek] Blabrag, ragh, ga blah.

[Za sceną słychać uderzenie, jakby jakiś demon zdzielił jakiegoś goblina dłonią w potylicę.]

[Wilhelm] Sharankiel, nie śpij.
[Sharankiel] [budząc się] E… ta… co powiedział?
[Wilhelm] Ech, cytuję: Blabrag, ragh, ga blah.
[Sharankiel] A… Przestań skamleć, ty cioto.
[Wilhelm] [podejrzliwym głosem] Na pewno to powiedział?
[Sharankiel] No to, albo: w poniedziałek podgniłe krowy robią imprezę na bagnach.
[Wilhelm] Hm… No dobra…

[Felix i Gotrek wchodzą do wieży. Scena obraca się o dziewięćdziesiąt stopni ukazując skromne wnętrze wieży, w którym stoją dwa krzesła, jeden stół i duży gliniany piec, z którego bucha przeraźliwy ogień.]

[Morathi] [zachęcająco] No chodźcie dzieci, ogrzejcie się przy ogniu!
[Felix] Haha!
[Wilhelm] [uspokajająco] Niech się państwo nie martwią… Małgosia wciąż ma tylko plan…
[Felix] Nie podejdziemy, bo nas wepchniesz do pieca, upieczesz i zjesz!
[Morathi] [niewinnie] Nie, skąd ta myśl?
[Felix] Bo jesteś wiedźmą! A wiedźmy tak robią!
[Morathi] [zaskoczona] Niesamowite, przewidziałeś każdą zawiłość, mojego przebiegłego planu!
[Felix] Haha!
[Wilhelm] [zamyślony] Państwo wybaczą, teraz nie wiem, co to <haha!> akurat w tej chwili znaczyło. Mniejsza o to.
[Felix] A tak się składa, że Jaś to… Zabójca Wiedźm!
[Gotrek] Ta jest! A jeśli zginę z twojej ręki, to Małgosia spisze moje dzieje i będę sławny po wieki!
[Felix] Ta jest!
[Morathi [zamyślona] Ta, a co się stanie, jeśli razem z Jasiem zabiję też Małgosię?
[Gotrek] [patrząc strapiony na Felixa] Ty! O tym nigdy nie pomyśleliśmy! Co wtedy?!

[Morathi wykorzystując moment konsternacji bohaterów szepcze magiczną formułę.]

[Wilhelm] [zaskoczony] <Teleportacja wroga>?! Ej, tego nie było w scenariuszu!

[Felix i Gotrek zostają teleportowani do pieca, gdzie zaczynają wesoło skwierczeć i rumienić się na brązowo. Po paru chwilach na scenę wkracza, ewidentnie wkurzony Wilhelm, z książką w dłoni.]

[Wilhelm] [wrzeszcząc] Ej! Co se myślisz?! Nie tak miało być!
[Morathi] [chłodno] Wilhelm, chcesz do nich dołączyć? Zapomniało ci się, że jestem prawdopodobnie najpotężniejszą, pod względem magicznym, kobietą na świecie?

[Wilhelm pokornieje. Patrzy niepewnie w kierunku pieca. Patrzy na Morathi.]

[Wilhelm] [przełykając ciężko] E… To ja może nakryję dla dwojga?
[Morathi] [zadowolona] Słuszna decyzja dziubasku.

[Kurtyna opada, po czym po chwili podnosi się ukazując Morathi i Wilhelma spożywających pieczeń przy winie i świecy.]

[Wilhelm] [z pełnymi ustami do widowni] Morały z tej bajki są takie: po pierwsze, nie bądź debil, po drugie, to, co nie jest z twojej własnej rasy [z naciskiem] jest jadalne [ponownie z naciskiem] i całkiem smaczne w dodatku. [po chwili] A… Dobranoc dzieci.

[Wilhelm i Morathi stukają się kieliszkami. Kurtyna opada.]

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4330
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3723
3 altdorf_night 4 MB 3601
4 Zapłata 54 KB 3255
5 BookOfRats 1 MB 3193

Najwyżej oceniane materiały