[Biblioteczka zamkowa. Na wygodnym fotelu tym razem zasiada Konstant Drachenfels. Poprawia się na miejscu, chwyta w dłoń kubek kakao, a w drugą, z lekkim obrzydzeniem, ujmuje leżącą do tej pory na stoliku książkę.]

[Konstant Drachenfels] [do widowni] Witam w kolejnym interludium. Nim zaczniemy, musimy dopełnić jednej ważnej formalności. [w kierunku drzwi, głośno] Goethe!!!

[Po chwili wchodzi przez drzwi (otwierając je!) duch Goethego.]

[Goethe] Tak, Herr Drachenfels?
[Konstant Drachenfels] [chłodno] Goethe, przeproś.
[Goethe] [zdziwiony] Za co?

[Wielki Czarnoksiężnik unosi trzymany w ręku tom, tak aby Goethe mógł zobaczyć tytuł.]

[Goethe] [zawstydzony] A, to. Tak, ma pan rację, przepraszam…
[Konstant Drachenfels] Nie mnie. Ja już gorsze rzeczy widywałem, ale racz obrócić swój eteryczny zad i zwrócić się do widowni o przebaczenie.
[Goethe] [do widowni] Z całego serca przepraszam.
[Konstant Drachenfels] O czym ty, kurde, myślałeś to pisząc? Myślałeś w ogóle? Czy wiesz ilu z tych młodych ludzi na widowni, straciło cenne godziny życia, czytając to badziewie tylko po to, żeby się okazało na końcu, że nie ma to żadnego sensu? Mogli iść pokopać piłkę, upić się w trupa, a zamiast tego czytali… [potrząsając książką z niesmakiem] to! Zamiast dobrze się bawić odkrywali wewnętrzne “fuj” tego… ukryte “pleh”. Nie wstyd ci?
[Goethe] [cicho] Wstyd.
[Konstant Drachenfels] I słusznie. Dobra, spadaj i przypadkiem nie pisz nic więcej.

[Duch Goethego przygarbiony odchodzi.]

[Konstant Drachenfels] Dobrze, formalnościom stało się zadość. Przejdźmy do jądra ciemności. [lekko wzdycha] Dzisiejszą lekturą będą “Cierpienia młodego Wilhelma”, popełnione przez nieudacznika, którego mieli państwo nieprzyjemność przed chwilą oglądać. [odchrząkując] Dawno, dawno temu…

[Scena obraca się, ukazując wiejski krajobraz. W tle zabudowania, kilka drzewek, pagórki etc. Na pierwszym planie zaś, w niewiarygodnie olbrzymich i szerokich, żółto-niebieskich, pasiastych spodniach i odpowiednim kolorystycznie kubraczku stoi lekko przygarbiony Wilhelm.]

[Konstant Drachenfels] [zza sceny] Dawno, dawno temu, miejmy nadzieje, bardzo daleko stąd, egzystował sobie młodzieniec, który nosił rozwlekłe ciuchy, jeszcze zanim takowe stały się modne i ludzie przestali otwarcie z tego szydzić, w obawie przed zostaniem pobitymi przez Murzynów, albo związek zawodowy Clownów.
[Wilhelm] [nostalgicznie, ale z dumą] Cholera… Ja to mam spodnie.

[W tle przez chwilę leci piosenka Farben Lehre “Spodnie z GS-u”.]

[Konstant Drachenfels] Tak, zaiste jego mama miała okrutne poczucie humoru, ubierając go. Spowodowało to pewne zaburzenia w psychice młodzieńca.
[Wilhelm] [ponownie nostalgicznie] Kurde… Podymałbym.
[Konstant Drachenfels] Biorąc pod uwagę jego trendy odzieżowe, nie dziwi fakt “potrzydziestkowego” dziewictwa.
[Wilhelm] [patrząc na zabudowania] Jaaaaa…. ale super wioska… Może tam podymam?
[Konstant Drachenfels] I ruszył radośnie w poszukiwaniu zacisznej obory i łatwej krowy, gdy nagle dotarł do jednego z pobliskich drzew. A że był, jaki był…
[Wilhelm] [patrząc na drzewo] Jaaaaa… ale super drzewo. Poleżę se pod nim jak diabli, o!
[Konstant Drachenfels] Jak powiedział tak zrobił. [słysząc głosy z widowni] Słucham? Tak, owszem, zobaczył cholerne drzewo i postanowił pod nim przycupnąć. Nie, nie wiem dlaczego, pytajcie eterycznego nieudacznika. Tak czy inaczej, spędził pod rzeczonym drzewem kilkanaście stron… I gdy już wszyscy czytelnicy byli na etapie podcinania sobie żył drewnianą łyżką… Nadeszła kobieta.

[Na scenie pojawia się przeciętnej urody, kobieta w szlacheckim odzieniu.]

[Wilhelm] [do siebie] O ja… Kobieta! Ale fart!
[Konstant Drachenfels] Takoż zerwał się na równe nogi i podtruptał do zwierzyny.

[Wilhelm wstaje i podchodzi do kobiety.]

[Wilhelm] [ulizując włosy na Hitlera, z wsiuńskim akcentem] Ej, siema suczko, chcesz sprawdzić czy zmieścisz się po szyję w moich spodniach.?
[Lotta] [oburzona] Och! Co za cham! [strzela Wilhelma z plaskacza, ów nieruchomieje] Nie zbliżaj się do mnie!
[Konstant Drachenfels] Po czym poczęła czmychać.

[Dziewczyna czmycha.]

[Konstant Drachenfels] Natomiast naszemu bohaterowi właśnie zawalił się świat.

[Niebo ciemnieje, grzmi.]

[Wilhelm] [histerycznie] Dalczeeeego?! Dalaaaaaczeeeeegoooo?! [ryczy] Jedyna kobieta, którą naprawdę kochałem! Jedyna, przy której dobrze się czułem! Za co?! Dlaczego mnie tak potraktowała?! Nie mogę z tym dłużej żyć!
[Konstant Drachenfels] [lekko znudzonym głosem] Biadolił, biadolił strona, po stronie, aż w końcu wymyślił co trzeba z tym zrobić…
[Wilhelm] Muszę się zabić!
[Konstant Drachenfels] [do siebie] I dobrze, bo jeszcze ktoś wpadłby na pomysł zrobić sequel. “Cierpienia młodego Wertera II: lament reaktywacja”.
[Wilhelm] Potrzebny mi pistolet!
[Konstant Drachenfels] A wystarczyłoby nakryć łeb spodniami. No, ale że jestem miłym narratorem, to tak się składa, że przechodził tamtędy akurat facet, który akurat miał pistolet na sprzedaż.

[Na scenie pojawia się niewysoki, łysiejący facet, z pistoletem wetkniętym za pas. Podchodzi do Wilhelma.]

[Facet] [troskliwe] Och, czemu płaczesz dziew… znaczy chłopczyku?
[Wilhelm] [przez łzy] Bo nie mam pistoletu!
[Facet] O! Tak się składa, że mam jeden na sprzedaż.
[Konstant Drachenfels] Co prawda, Wilhelm był zbyt gotycki, żeby ucieszyć się z tego zrządzenia losu, niemniej jednak chętnie dokonał zakupu.
[Facet] [odchodząc] Tylko sobie czasem nim krzywdy nie zrób.

[Facet opuszcza scenę.]

[Wilhelm] [patrząc na pistolet] Ok, czas działać…
[Konstant Drachenfels] Nie dajcie się zwieść… Przez “czas działać” nasz bohater rozumie, “czas na minimum trzydzieści stron biadolenia o tym, jak mi źle”. [słychać kartkowanie] Przewińmy lekko akcję… O tu…
[Wilhelm] Jedyna kobieta, którą naprawdę kochałem… Jedyna, która nadawała mojemu życiu sens…
[Konstant Drachenfels] A nie, przepraszam… Jeszcze parę stron dalej.
[Wilhelm] [histerycznie] Strzelam! [ale nic się nie dzieje] Zrobię to!

[Długa chwila ciszy.]

[Wilhelm] Ciągnę za spust!
[Konstant Drachenfels] [przez zęby] Do jasnej cholery…
[Wilhelm] Chyba, że kobieta mych snów do mnie wróci!
[Konstant Drachenfels] …
[Wilhelm] Może poczekam jeszcze trochę?!

[Nagle na scenę wkracza Konstant Drachenfels. Zmierza w kierunku zaskoczonego Wilhelma, drąc po drodze książkę na drobne kawałki. Wyrywa z rąk niedoszłego samobójcy pistolet, po czym bez mrugnięcia okiem oddaje strzał w jego czoło. Wilhelm pada na wznak.]

[Konstant Drachenfels] [do widowni] Czy dadzą Państwo wiarę, że w książce on umierał ponad dobę?! [po chwili] Dobę! Nie umiał pierdoła wycelować i przestrzelił sobie banię w ten sposób, że…
[Wilhelm] [leżąc na ziemi] No technicznie rzecz biorąc, pana strzał również mnie nie zabił, biorąc pod uwagę fakt, iż jestem demonem.

[Wielki Czarnoksiężnik wypowiada magiczną formułę i prymitywny pistolet prochowy w jego ręku zamienia się w Desert Eagle .50. Następnie Drachenfels oddaje serie strzałów w twarz Wilhelma.]

[Konstant Drachenfels] [chłodno] Jak już mówiłem…
[Wilhelm] [ledwo słyszalnie] Uch…

[Drachenfels ujmuje broń w obie ręce, mierzy chwilę, po czym oddaje kolejny strzał. Cisza. Wilhelm lekko dymi.]

[Konstant Drachenfels] Dziękuję za uwagę, dobranoc Państwu.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4342
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3263
5 BookOfRats 1 MB 3203

Najwyżej oceniane materiały