[No zgadnijcie… Oczywiście, ponownie znajdujemy się w zamkowej biblioteczce, gdzie w czerwonym szlafroku z binoklami na nosie i kubkiem gorącej czekolady w dłoni zasiada Wilhelm. Obok tradycyjnie leży książka. Tym razem bardzo pomięta i wyglądająca, jakby jakaś młoda osoba energicznie rzucała nią co wieczór o ścianę.]

[Wilhelm] Witam w siódmym interludium! Ekipą <Mody na sukces> być może jeszcze nie jesteśmy, ale trzeba przyznać, że nieźle nam się ciągnie ta nasza telenowela. W dzisiejszym odcinku [ujmuje książkę w dłonie i zdmuchuje z niej trochę kurzu] prawdziwy klasyk szkolnych ławek! Nie wiem, co prawda, co autor DT robił z tą książką, że wygląda jak dupa snotlinga, który postanowił wybudować sobie chatkę na trasie migracji wściekłych bawołów wodnych i jednego, ale to bardzo sporego królika… ale cóż. [poprawia okulary] Powieść tę, hm nie… nowelę tę… [przygląda się książce] hm… sztukę, e… dobra, niech będzie sztukę, napisał swego czasu, upośledzony umysłowo, zdradzony przez rodziców i kochankę, gruźlik i epileptyk kislevickiego pochodzenia, do którego prawa rości sobie jednak Imperium.

[Wtem w tle słychać zawodzenie…]

[Adam Mickiewicz] Praag! Ojczyzno ty moja! Ty jesteś jak zdrowie!
[Wilhelm] [ostro, unosząc się z miejsca] Zamknij mordę cholerny wierszokleto, bo cię trzynastozgłoskowcem poszczuję!

[Głos milknie.]

[Wilhelm] [upewniwszy się, że Adam milczy, zasiada ponownie i poprawia binokle] Państwo wybaczą, ale nie znoszę palanta. Odkąd zmarł w Arabii na owrzodzenie odbytu, stwierdził, nie wiem czemu, że klawo by było przytargać się do naszego zamku i straszyć gości, szlajając się pod postacią eteryczną po korytarzach zamkowych i wyć o jakichś stepach akermańskich. [odchrząkuje] Tak czy inaczej ów Buraczany Joe, jak go często wołała mama na obiad, popełnił w swoim nędznym życiu sporo tragicznych, i bynajmniej nie mam tu na myśli gatunku literackiego, utworów. Wymieńmy chociażby: <Don Tadeiro, czyli ostatnia biba w Estalii.>, czy też eee, eee… dobra, nie pamiętam, ale coś tam jeszcze popełnił, nieważne. Dzisiaj zaprezentuję zaś… sztukę… o zwyczajach pogrzebowych pierwotnych ludów kislevickich, zatytułowaną <Dziaduchy, część siedemnasta i pół>, znana również pod roboczym tytułem <Koszmar katowanych, niezależnie od wieku, dzieci w szkołach wszelakich.> w skrócie KK&D. [odchrząkuje] Posłuchajmy. Ekhm, <Ciemno wszędzie, zwała wszędzie… Co to będzie? Gówno będzie!>…

[Kurtyna opada. Po kilku chwilach podnosi się. Dekoracje przedstawiają teraz wnętrze chaty, gdzie trójka brudnych chłopów stoi i drapie się po głowie.]

[Guślarz] Zamknijcie drzwi od kaplicy
I stańcie dokoła truny;
Żadnej lampy, żadnej świecy,
W oknach zawieście całuny.
Niech księżyca jasność blada
Szczelinami tu nie wpada.
Tylko żwawo, tylko śmiało.
[Zbyszek] Tej, co on gada?
[Marysia] Żebyś firanę zasłonił, bo wczora zachlał i go łeb napiżdża.
[Zbyszek] A.

[Wieśniak zasłania firany w oknach.]

[Zbyszek] Ino czemu, on na moją chołpę <kaplica> goda?
[Marysia] Bo zachlał.
[Guślarz] Podajcie mi garść kądzieli,
Zapalam ją; wy z pośpiechem,
Skoro płomyk w górę strzeli,
Pędźcie go z lekkim oddechem.
O tak, o tak, dalej, dalej,
Niech się na powietrzu spali.
[Zbyszek] E, znaczy się, że co?
[Marysia] [podając mu fajkę] Chiba będziem jarać.

[Po kilku chwilach zasiadają w kółeczku i podają sobie fajkę, którą się zaciągają.]

[Zbyszek] Pierunie! Dobry towar!
[Wilhelm] [zza sceny] Jako sobie popalili, tak zaczęli mieć fazy… tfu… wizje!

[Pod sufitem pojawiają się zjawy, które przyjęły formę dwójki małych dzieci.]

[Zbyszek] [pokazując na sufit] Ej Marycha! Patrzaj no!
[Guślarz] [z mętnym wzrokiem] Patrzcie, ach, patrzcie do góry,
Cóż tam pod sklepieniem świeci?
Oto złocistym pióry
Trzepioce się dwoje dzieci.
[Marysia] E tam, dziecięce filmy dla dorosłych. Ohyda. Zawezwijmy jakiegoś demona!
[Zbyszek] [zaciągnąwszy kolejnego bucha] Jo! Demona! Demona!
[Marysia] [do zjaw] Spieprzać bachory!

[Zjawy znikają.]

[Guślarz] Ej no, dajta kocioł wódki!
[Zbyszek] No wreszcie normalnie gada!

[Wieśniak ochoczo zrywa się z miejsca i zataczając się wychodzi z pomieszczenia. Wkrótce jednak wraca targając ze sobą zamówiony kocioł gorzały.]

[Zbyszek] [stawiając kocioł] Ej, a chlejemy to tak bez zapojki?
[Marysia] Ja bez zapojki nie pija!

[Jednak ku ich niesamowitemu zdziwieniu Guślarz przytyka fajkę do powierzchni alkoholu, który zaczyna się palić.]

[Zbyszek] [histerycznie] Oszalał! procenty wypala!
[Guślarz] [lekko chwiejnym, o ile tak można powiedzieć, głosem] Ciemno wszędzie, zwała wszędzie! Co to będzie? Gówno będzie!

[Marysia, która jako jedyna wydaje się zachowywać zimną krew, wstaje spokojnie i chwyta za ustawioną w rogu łopatę. Następnie podchodzi do Guślarza i bez uprzedzenia uderza go szpadlem przez łeb. Mężczyzna pada na ziemię ogłuszony.]

[Marysia] [do Zbyszka] A ty czego ślepaki wietrzysz? Gaś no zaraz gorzałę, zanim wszystek moc straci!

[Kurtyna opada. Po czym ponownie podnosi się ukazując Wilhelma w biblioteczce.]

[Wilhelm] Nie… Niech mnie państwo nie pytają, co poeta chciał przez to powiedzieć. Wiadomo jednak, że wieszcz wielkim ćpunem był, byle z kim pił, a co mu później ślina na język przyniosła, to na papier przelewał i z ucznia biednego robił osła. Dobranoc państwu.

autor: Aradesh

Przeczytaj informacje na temat wysyłania materiałów

Wynik rzutu:

Najczęściej pobierane materiały

# Plik Rozmiar pliku Pobrania
1 karta postaci 3 MB 4340
2 karta 2ed drachenfels 3 MB 3739
3 altdorf_night 4 MB 3606
4 Zapłata 54 KB 3262
5 BookOfRats 1 MB 3201

Najwyżej oceniane materiały